Sache Moschin 1943 (1)

JACEK SZESZUŁA

 

Tzw. „sprawa mosińska” z 1943r, stanowi ciągle niezabliźnioną ranę dla rodzin tego społeczeństwa. W moim przekonaniu, zbyt mało o niej wiemy, chociaż w tym roku mija już 70 lat od tych wydarzeń. Ciągle pojawiają się pytania, na które niezmiernie trudno odpowiedzieć. Powodem jest nikła dokumentacja oraz brak większości świadków wydarzeń tamtych dni. Chciałbym, chociaż w zarysie, przybliżyć Sz. Czytelnikom tamte tragiczne wydarzenia.

Raport Hermanna Beukenbuscha z 1 lutego 1943r, szefa Posterunku Żandarmerii w Mosinie, podaje, że „dzięki informacjom przekazanym przez zaufaną osobę”, doszło do zatrzymania 22. 12.1942 roku, jednego z trzech braci K.-Zdzisława, w trakcie uprawiania nielegalnego handlu materiałami ubraniowymi. (w raporcie pełne imię i nazwisko) Pozostałych dwóch jego braci zostało również zatrzymanych w tym samym dniu. Okres świąt gwiazdowych nie sprzyjał w podejmowaniu dalszych zatrzymań. Zatrzymany zapewne zdawał sobie sprawę z wagi złożonych na posterunku zeznań, ponieważ 28.12.1942r, próbował popełnić samobójstwo, podcinając sobie kawałkiem szkła żyły. Został odratowywany w szpitalu w Poznaniu. W tym samym dniu, żandarmi posterunku w Mosinie przeprowadzili rewizję w domu przy ul. Garbarskiej, gdzie mieszkał z całą rodziną Kazimierz Kałan. Kałan był harcerzem, przed wojną studentem chemii, gońcem apteki w Mosinie. W wyniku znalezionych u niego obciążających materiałów jak: szkła laboratoryjne, lekarstwa, trucizny, aparaty fotograficzne, części radiowe i inne - został aresztowany. O tym wszystkim, Komendant Żandarmerii Beukenbusch zawiadomił Gestapo w Poznaniu, sugerując działalność polskiej tajnej organizacji sabotażowej w Mosinie. Sądzę, że przekazując sprawę Tajnej Policji Państwowej w Poznaniu, Beukenbusch chciał wykazać skalę niebezpieczeństwa zagrażającego Niemcom ze strony tajnej organizacji. Chciał też zapewne podkreślić swoją niezbędność oraz konieczność bycia i czuwania nad przestrzeganiem przez Polaków porządku i prawa niemieckiego na tym terenie. Pamiętać też należy, że cała sprawa toczy się w okresie klęski stalingradzkiej, a front wschodni, który był ich t j. Niemców postrachem, potrzebował ciągłych uzupełnień.

                Praktycznie przez cały styczeń dotychczas aresztowani mieszkańcy Mosiny przebywali w Gestapo w Poznaniu w śledztwie. Dalsze aresztowania były tylko kwestią czasu. 5.01.1943 r. żandarmi aresztowali Jerzykowskiego Stanisława, 21.01. Maciejewską Marię, 24.01. Heigelmann Jadwigę (z d. Niedziela) a 27 tego miesiąca – Hemerlinga Bolesława. Pierwsze masowe aresztowanie mieszkańców miasta i okolicy nastąpiło 29.01.1943r. Łącznie aresztowano 46 osób. Wśród aresztowanych m in. byli: Antoni Bolewski, mgr farmacji Stefania Dabińska, nauczyciel Geppert Stefan i jego brat Józef, lek. med. Edmund Jurdzyński, Kukucki Edmund - inspektor szkolny, bracia Bogusław i Romuald Lucknerowie, położne Wiktoria Dybizbańska, Joanna Męclewska i Maria Mikołajczak, prawnik Adolf Miczko, rodzeństwo Sabina i Heliodor Papież, siostry Joanna i Helena Robakowskie, nauczycielka Władysława Rogowska, lek. wet. Czesław Skibiński, który w tym czasie uczestniczył w szkoleniu kontrolerów mięsa w Poznaniu, Czesław Tomowiak. Wiek aresztowanych nie odgrywał w tym momencie żadnej roli, np. Bolewski Antoni miał lat 52, Wiktoria Dybizbańska 52, Miczko Adolf-58, Jeżewicz Roman-53, Nader Bożena-19, Pawlak Feliks i Szwedek Marian po 18 lat. Helena Grześko z d. Robakowska tak wspomina swoje aresztowanie: „…W dniu 29 stycznia 1943 roku w nocy o godzinie pierwszej zjawiło się w naszym domu Gestapo i aresztowało mnie i Jankę.(siostra dop. J.Sz.) Podczas pobytu Gestapo, w domu przeprowadzono drobiazgową rewizję, w szczególności poszukiwano przekazów pieniężnych… Po zabraniu nas z domu, Gestapo zaprowadziło nas do posterunku policji niemieckiej w Mosinie, gdzie okazano nas nauczycielowi Geppertowi. Geppert był potwornie zbity, zbroczony krwią, na czole nie miał prawie skóry.”

Sabina Stefaniak z d. Papież.„   Przypominam sobie, że w samochodzie którym przewożono mnie do Poznania siedział również jako aresztowany Marian Szwedek, Bożena Konieczna, Zofia Figlerowicz i radca Miczko oraz mój brat Heliodor Papież.”

                 Cała akcja była przez Niemców dobrze zorganizowana. Przed Magistratem czekały na aresztantów samochody ciężarowe z uzbrojonymi umundurowanymi konwojentami. Transport został skierowany do Domu Żołnierza a następnie do Fortu VII. Aresztowanych przewożono na przesłuchania do śledczych w Domu Żołnierza. Stawiano im zarzuty: przynależności do organizacji konspiracyjnej, kolportowania nielegalnych gazetek. W/g Beukenbuscha, kierownikiem polskiej organizacji konspiracyjnej był lekarz Edmund Jurdzyński a jego zastępcą weterynarz Czesław Skibiński. Weterynarzowi Skibińskiemu stawiano zarzut trucia bydła, koni i świń. Lekarzowi Jurdzyńskiemu, farmaceutce Dabińskiej, położnym Dybizbańskiej, Męclewskiej i Mikołajczak – trucie niemieckich aptekarzy Edgara Haacka, Karla Feyerabend, dr Karla Eduarda Arlta i burmistrza Otto Högý oraz powodowanie śmierci noworodków i ich matek. Z aktów zgonów w mosińskim USC wynika, że: aptekarze Edgar Haack i Karl Feyerabend lat 57 i 74 zmarli na atak serca na początku 1940r. Jako przyczynę zgonu dr Arlta, wiek 74, lata podano atak serca. U dra Arlta i jego siostry-Klara Anne Marie zamężna Behlau, ( zmarła na atak serca w wieku 71 lat w czerwcu 1941r) pracowały jako sekretarki w różnych okresach czasu, aresztowane w styczniu 1943 r Joanna Strychalska i Aniela Pachojka. Burmistrzowi Högý, który zmarł w wieku 43 lat w październiku 1942r w szpitalu w Poznaniu, lekarz niemiecki na podstawie sekcji zwłok, jako przyczynę zgonu podał – Ileus (niedrożność jelit, skręt kiszek). Halina Sarnecka w artykule „Gehenna kobiet”, opublikowanym w „Wspomnienia ocalonych Wielkopolska Poznań” tak pisze: „… Większość pozostałych kobiet z naszej celi została aresztowana w związku z tzw. sprawa mosińską. Sprawę tą gestapo powiązało z zakończoną już – dobrze znaną – sprawą dra Witaszka. Gestapo wymyśliło, że na terenie Mosiny działała organizacja trucicielska, której celem było zabijanie Niemców przez zatruwanie żywności. Straszliwymi torturami wymuszano od więźniów podpisy pod zeznaniami potwierdzającymi ich przynależność do organizacji zatruwanie żywności oraz wody. Ze zgrozą słuchałam zwierzeń Stefanii Dabińskiej, magistra farmacji, która pracowała w aptece w Mosinie. Treuhӓnderem tej apteki był staruszek aptekarz – baltendeutsch. Po pewnym czasie umarł, a później zmarła i jego żona. Oboje mieli ponad 80 lat i umarli śmiercią naturalną, być może w związku z zupełną zmianą środowiska. Winę za śmierć tych starych ludzi przypisano Stefanii Dabińskiej, a także księgowemu apteki Stefanowi Geppertowi. … Pewnego dnia w grupie wysłanych do sprzątania białego domku znalazła się też Stefania Dabińska. Wtedy to zwierzyła mi się z przeżytych tortur i faktu ostatecznego przyznania się do nie popełnionych win, gdyż – jak mówiła – nie mogła dłużej wytrzymać bólu i sponiewierania. Wolała już wyrok śmierci. Ponieważ poznała częściowo naszą sprawę, mówiła z żalem: -Wy to będziecie przynajmniej umierać z dumnie podniesionymi głowami, bo faktycznie pracowałyście dla Ojczyzny, my zaś zginiemy nie tylko niewinne, ale dodatku z piętnem trucicielek.”

                W poważnym zarzucie dotyczącym uśmiercania noworodków przez mosińskie położne, statystyka przedstawiała się następująco: w latach 1939-1942 zmarło 18 noworodków polskich. Z tego 5 urodzonych przed terminem, (6-7 miesięczne) 7 zaraz po urodzeniu a w 6 przypadkach-były to urodzone martwe dzieci. W analogicznym okresie - 1 dziecko niemieckie zmarło po 9 dniach od urodzenia a jedno po 20 dniach od urodzenia.

                Rozpatrując przyczyny zgonów mieszkańców miasta tak Polaków jak i Niemców w latach 1939-1942, jako powód zgonu podawano: wcześniak, niedorozwój, krztusiec, koklusz, tężec, bronchit, astma, dyfteryt, zapalenie opon mózgowych, zapalenie i skręt kiszek, wada serca, zawał serca, niewydolność serca, anemia, nieżyty żołądka, gruźlica, zapalenie płuc, grypa, guz mózgu. Są to zgoła inne powody śmierci aniżeli te, które były podawane jako zarzuty w stosunku do mosińskich położnych.

                Swoje pierwsze po aresztowaniu przesłuchanie w Domu Żołnierza, aresztowana Zofia Kończak z d. Figlerowicz tak wspomina…

Pod koniec lutego /23 lutego/ byłam po raz pierwszy przesłuchiwana przez Gestapo w Domu Żołnierza w Poznaniu. Przesłuchujący mnie gestapowiec zapytał mnie, czy należałam do organizacji podziemnej, czy roznosiłam gazetki. Ja temu wszystkiemu zaprzeczyłam… Po spisaniu ze mną protokołu, zostałam sprowadzona z 3 ptr. do celi w piwnicach, gdzie okazano mi jakiegoś K. (pełne nazwisko w protokole zeznań dop. J Sz.) Tenże K. wobec gestapowca oświadczył, że poznaje mnie, jako tą, która przychodziła na zebrania konspiracyjne i kolportowała gazetki. Ja mimo to nie przyznawałam się i wówczas gestapowiec bił mnie ręką po twarzy i po całym ciele, a nadto pokopał mnie. Dokładnie nazwiska tego gestapowca nie pamiętam, ale o ile się nie mylę nazywał on się albo Stolz albo Scholz”.

                Trudno sobie wyobrazić, jak wyglądały przesłuchania aresztowanych mężczyzn. Najgorsze miało dopiero nadejść…

 

Zródła: Muzem Martyrologii w Żabikowie, materiały własne.

Fotografie: Izba Muzealna w Mosinie, materiały własne i rodzin aresztowanych.

 

Komentarze
Treść komentarza:
Podpis:
Dodaj komentarz
Wyszukiwarka
Mosina w 90-lecie Powstania
Mosina w 90-lecie Powstania
Partnerzy
Żołnierze wyklęci
Żołnierze wyklęci