Rzeczpospolita Mosińska - co znaczy (cz. II)

 

W 172. rocznicę ogłoszenia niepodległej republiki w Mosinie

JOANNA NOWACZYK, JACEK SZESZUŁA

 

Niepodległość Krotowskiego

 

W demokratycznie wybranym składzie utworzonego 20 marca 1848 r. w Poznaniu Komitetu Narodowego, znalazł się adwokat Jakub Krauthofer, reprezentując obok Ryszarda Berwińskiego i Walentego Stefańskiego republikańskie skrzydło Komitetu. W tym pierwszym składzie, który w kolejnych dniach ulegał zmianom personalnym, znaleźli się także przedstawiciele: ziemiaństwa – Maciej Mielżyński i Gustaw Potworowski, demokratów – Jędrzej Moraczewski i Cyprian Jarochowski, ksiądz Jan Janiszewski, rzemieślnik Janiszewski i chłop Maciej Palacz. Już w pierwszej połowie marca, Krauthofer uczestniczył czynnie w akcji zbierania podpisów pod adresem do króla pruskiego, w sprawie przyznania niepodle­głości naszym ziemiom pod zaborem pruskim, [30] który wyłożony był w księgarni Walentego Stefańskiego. Krauthofer, Stefański i Berwiński złożyli pod nim pierwsze podpisy.[31]

Pierwszym posunięciem Komitetu było sporządzenie adresu do króla Fryderyka Wilhelma IV, który redagował Krauthofer. Wszedł on również w skład delegacji do Berlina, o której wspomniano wyżej, mającej przedłożyć adres królowi.[32] Domagano się w nim przyznania zagarniętym przez zaborcę ziemiom polskim niepodległości.  Adres w ostatniej chwili został jednak zmieniony na bardziej umiarkowany – z petycją jedynie o narodową reorganizację Księstwa Poznańskiego, co wywołało protest Krauthofera.[33]

Od początku wypadków poznańskich, Jakub Krauthofer reprezentował myśl niepodległościową i walki zbrojnej z zaborcą, rozbieżną z działaniami Komitetu – nie on jeden.

Augustyn Brzeżański, pułkownik powstania listopadowego, autor Pamiętnika z roku 1848, dopiero 13 kwietnia i to niechętnie, poddał się ostatecznie pod główne dowództwo Mierosławskiego i to on podpisywał akt kapitulacyjny w Bardzie, po tym, jak Mierosławski zrzekł się dowodzenia nie chcąc firmować klęski.

Brzeżański niezadowolony z ugodowej wobec władz pruskich polityki Komitetu, któremu bezskutecznie przedkładał „swoje żołnierskie zapatrywania”, a które nie znalazły poparcia, opuścił Poznań i zaczął na własną rękę, wbrew Mierosławskiemu, organizować oddział zbrojny w Środzie Wlkp.

11 kwietnia po zawarciu z władzami pruskimi ugody Jarosławieckiej, którą Brzeżański nazwał  ”kapitulacyą” z racji na „uzgodnioną” redukcję polskich sił zbrojnych, jak pisze pułkownik, o opuszczeniu szeregów nikt nie chciał słuchać, „żołnierze prawie bunt podnosili, skoro się o tym dowiedzieli”.[34]  Na wieść o podpisaniu ugody, już 11 kwietnia z garstką powstańców Krotowski napadł na patrol huzarów,  za co w odwecie wojsko pruskie splądrowało Kórnik i Bnin[35]. Jak relacjonuje Jędrzej Moraczewski, Krotowski „zasłyszawszy o zagrożeniu obozu w Środzie, lubo na wojskowości wcale się nie znał i nawet ze strzelbą dobrze obchodzić nie umiał, wziął na ramię fuzyę, przewiesił torbę myśliwską i poszedł do dwóch miasteczek w jedno z sobą złączonych Kurnika i Bnina, z którego ostatniego był rodem. Zastawszy tam nieco obywateli zbrojnych i chłopów sąsiednich z kosami, wszystkiego może ośmdziesiąt ludzi, rozesłał po okolicy wezwania do boju, sądził, że z pięćset ludzi zbierze i zawiadomił Brzeżańskiego w Środzie, że z czem potrafi w pomoc mu przybędzie...Stanął więc Krotowski w Środzie, zaczął pracować po obozie względem utworzenia oddziału, któryby wojnę bez względu na konwencją o całą Polskę, bądź to z Prusami, bądź z Moskalami rozpoczął, ale przyszły wiadomości, że obóz wrzesiński wcale konwencji uznać nie chce… [36]  Z pod „rozkazów” płk. Brzeżańskiego stacjonującego w Środzie, Krotowski na własną prośbę udał się do obozu we Wrześni[37], a stamtąd do Miłosławia, wpłynąć na Mierosławskiego by rozpocząć działania zbrojne.[38]

 

Akty łamania przez zaborcę ugody jarosławieckiej wywołały oburzenie i rosnącą nieufność do Mierosławskiego ze strony wielu oficerów. W Miłosławiu udała się do Mierosławskiego delegacja z żądaniem podjęcia natychmiastowych działań zbrojnych,  a gdyby ich nie podjął, chciano go pozbawić dowództwa, odsunąć Komitet Narodowy i ogłosić tymczasowy rząd demokratyczno-rewolucyjny.   Mierosławski żądania nie spełnił, powołując się na władze Komitetu, a także nieprzygotowanie jeszcze do walki. (machiny)  W delegacji uczestniczył rzecz jasna Krotowski, który tym samy naraził się – zresztą nie po raz pierwszy – Mierosławskiemu. Ten, by się pozbyć Krotowskiego[39], co sam potem przyznał[40], wysłał go do Berlina ze skargą na generałów pruskich na łamanie ugody, gdzie ów stawił się 19 kwietnia.[41] Szczegóły tej deputacji, która spełzła na niczym opisuje Jędrzej Moraczewski.[42]

 

28 kwietnia w Miłosławiu ponownie zebrali się delegaci wojskowi z obozów powstańczych, już bez Krotowskiego i pomimo braku formalnej zgody Komitetu Narodowego (w Komitecie poglądy w tej kwestii były podzielone)[43], obrali naczelnym wodzem Mierosławskiego, postanawiając jak najszybciej rozpocząć walkę zbrojną. Jak pisze Stanisław Karwowski, „poruszono wprawdzie  myśl o utworzeniu rządu demokratyczno-rewolucyjnego, do którego mieli wejść Kosiński, Krauthofer, Essman, Mazurkiewicz i Libelt, ale Mierosławski oświadczył, że nie zniesie żadnej władzy nad sobą w obozie”.[44]

29 kwietnia oddziały pruskie pod dowództwem płk. Brandta zaatakowały obóz w Książu. Po przegranej bitwie, Mierosławski zarządził koncentrację pozostałych sił w Miłosławiu, które co prawda 30 kwietnia pokonały tam oddziały pruskie i następnie odniosły zwycięstwo 2 maja pod Sokołowem, jednak dla wszystkich było jasne, że powstanie upada. 9 maja powstańcze siły zbrojne, złożyły broń w Bardzie pod Wrześnią, podpisując akt kapitulacji.
 

Dlaczego?

 

 Henryk Szuman, delegat poznańskiego Komitetu Narodowego w Berlinie, o niewykorzystanym zwycięstwie pod Miłosławiem napisał: „Tak mi ludzie wiarygodni i w sprawie samej czynni opowiadali przebieg pamiętnej tej bitwy,[o bitwie pod Miłosławiem – przyp. Red] która przecież, prócz trocha sławy dla waleczności polskiej, żadnej nie przyniosła dodatniej w całym przebiegu sprawy korzyści, ale która, stwierdzając nieudolność Mierosławskiego, przyczyniła się przecież do rozniesienia jego sławy, jako znakomitego wodza wojennego, z mocy której w roku następnym powołany na wodza naczelnego w Badenii, gdzie walczył przeciwko księciu pruskiemu, późniejszemu cesarzowi Wilhelmowi niefortunnie, a przebywszy poprzednio kampanię w Sycylii, gdzie także pobity, salwował się ucieczką. Sam miałem sposobność – pisze Szuman- bliższego poznania Mierosławskiego już to z akt śledczych procesu jego spisowego, już też z występowania jego publicznego przed trybunałem, już nareszcie z czasu mej służby wojskowej w Poznaniu i Miłosławiu, gdzie często spotykać mi się przychodziło. Wszędzie jedno i to samo wynosiłem wrażenie, że jeżeli mu odmówić nie można było pewnych zalet duchowych, bystrości i rzutności, to przecież zalety te przenosiły i nicowały prawie wady jego duchowe. Mierosławski, o ile z własnego go oceniałem doświadczenia, prawie zawsze był komediantem, blagierem i frazesowiczem, o próżności i lekkomyślności, a nie mniejszej zarozumiałości. Żołnierskiego zacięcia także niewiele posiadał, a chociaż nie mam powodu odmawiania mu odwagi żołnierskiej, to za to niewielką odznaczał się odwagą cywilną, co go czyniło pochopnym do uchylania się od odpowiedzialności za czyny i błędy własne, a zwalania winy na innych. [45]

Wśród przyczyn klęski powstania wymienia się brak wyćwiczenia polskiego wojska „poza kursem teoretycznym sztuki wojskowej Mierosławskiego w Paryżu”, na co miało ono szansę z racji na rewolucję berlińską, która przez dłuższą chwilę „obezwładniała” zaborcę, a  także zahamowanie liczebności wojsk powstańczych podpisaniem złudnej ugody jarosławieckiej.  Wylicza się także błędy emigracji pochłoniętej walkami stronnictw politycznych, która przeniosła się do obozów powstańczych, brak autorytetu dla dowódcy powstania – emigranta, stąd liczne akty niesubordynacji wobec niego, z drugiej strony jego własne błędy –brak jednolitej taktyki, lekceważenie trudności organizacyjnych polskiego wojska, niedocenianie w taktyce skuteczniejszych w tamtych warunkach działań partyzanckich.

Ks. Feliński  zarzucał Mierosławskiemu, że mając do dyspozycji spore fundusze nie spożytkował ich na sprowadzenie broni i amunicji, a na szycie mundurów. Mierosławski odwlekał rozpoczęcie działań zbrojnych, zasłaniając się także niegotowym zapleczem militarnym, które stanowić miały autorskie wynalazki zbrojeniowe, m.in. ruchomy szaniec, na którego seryjną produkcję przeznaczył znaczną sumę, a który nie przystawał do postępów militarnych połowy XIX w. [46]

Oceniając strategię powstańczą roku 1848, Czesław Frankiewicz uważa, że takiej strategii i jednolitego planu nie było. Jego zdaniem Mierosławski lekceważył i uzbrojenie, i materiał wojenny. Mierosławski improwizował armję bez wyszkolonych rezerw, bez materiału wojennego, bez podstawy operacyjnej; chciał on wieść wielką wojnę rewolucyjną przez armię powstającego ludu, przy której partyzantce wyznaczył tylko rolę pomocniczą. Mierosławski marzył, że nagłym napadem na garnizony wroga oczyści część kraju, tworząc dla siebie z niego podstawę operacyjną, pospolite ruszenie dostarczyć miało mu olbrzymiej armii, którą organizować miały oddziały spiskowe, które walkę rozpoczynały. Słusznie Kukiel pisze, że u Mierosławskiego świat wyobraźni brał górę nad rachunkiem, poezja nad strategią.[47]

 

Partyzant

Po miłosławieckim zwycięstwie 30 kwietnia, w obozie Mierosławskiego doszło do rozprzężenia i incydentów, które opisują m.in. Brzeżański i Moraczewski, w tracie których, przy rozpędzaniu pijanych żołnierzy Mierosławski „położył trupem co natrętniejszych”,  a żołnierza, który chwycił go za gardło zastrzelił.[48] Jak pisze Cz. Frankiewicz, „postąpienie” Mierosławskiego krytykowało wielu oficerów, jak również to, że zaniechał ścigania Prusaków znajdujących się w odwrocie. Wielu oficerów opuściło obóz.  Głównym zarzutem „odstępców” była niewłaściwa taktyka Mierosławskiego. „Odstępcy” zapowiadali inną taktykę, że będą tworzyć po lasach na wszystkie strony oddziały partyzanckie, a Mierosławski był zaciętym wrogiem partyzantki. [49]

Władysław  Kosiński, współorganizator powstania, uczestnik bitwy pod Miłosławiem, w „Odpowiedzi na Ludwika Mierosławskiego: Powstanie poznańskie w r. 1848”uważał, że „bitwa w lesie dla niedoświadczonego żołnierza jest najkorzystniejszą, zwłaszcza, że udział kawalerji byłby redukowany do zera. Jego zdaniem Mierosławski pod Miłosławiem stracił głowę, nie wykorzystał szans stoczenia  pomyślnej bitwy przyjmując ją w mieście, a zwycięstwo nie było wyrachowaniem, ale ślepym trafem[50], choć ten ostatni pogląd, Czesław Frankiewicz uważa z kolei za zbyt daleko posunięty[51].

 

W różnych stronach Księstwa, w pierwszych dniach maja zebrały się liczne oddziały partyzanckie, niestety, jak pisze płk Brzeżański „nieuorganizowane i słabo tylko zaopatrzone w broń palną[52]”.

Jak podaje Jędrzej Moraczewski, „w skutek ogłoszenia przez emisariuszów poznańskich wojny ludowej po wszystkich wsiach i wioskach, stanęło w chwili kończenia się boju pod Miłosławiem, to jest dnia 30 kwietnia na wieczór we wsi Manieczki pod Śremem do pięćset mieszkańców okolicy uzbrojonych w kosy  i może czterdziestu ze strzelbą.[53] W tym samem czasie na drugiej stronie Warty we wsi Wielkich Jeziorach pod Zaniemyślem, zawiązał się także podobny oddział. Obadwa wzięły sobie za cel wyprawę na Śrem…” [54] Brak broni palnej wstrzymał wykonanie śmiałego zamiaru i znaczna część tych oddziałów rozeszła się do domów, oczekując nowego hasła.[55]

Już po rozbiciu obozu w Książu, emigrant Celiński organizował oddział partyzancki z niedobitków kosynierów i przedostał się wzdłuż Warty aż pod Poznań.  Do pierwszej potyczki tego oddziału doszło 2 maja pod Stęszewem, gdzie rozbrojono 122 landwerzystów poznańskich prowadzonych do Poznania, jak się okazało Polaków, którzy przeszli na stronę powstańców, uzupełniając uzbrojenie oddziału.[56] Dwóch oficerów pruskich Burgund i Brachvogel dostało się do polskiej niewoli.[57]

Tymczasem Jakub Krotowski, po nieudanej misji wrócił z Berlina do Poznania. Tu dowiedziawszy się, że pod wieczór 2 maja napadnięto pod Stęszewem landwerzystów, „przyrzekł władzom pruskim oswobodzić dwóch oficerów i dnia 3 maja opuścił miasto. W istocie nazajutrz powrócili owi oficerowie do Poznania. ”[58] Jak podaje J. Moraczewski z Poznania został „wypuszczony, a nawet błogosławiony przez Niemców, że im obiecał przywieść obydwu oficerów” [59] .

Powstańcy, z którymi pozostał Krotowski, założyli obóz „w trójkącie między Trzebawiem, Górką i Łodzią u jeziora na bardzo obronnem miejscu [jezioro Kociołek – przyp. red][60] W miejsce emigranta Celińskiego Krotowski okrzyknięty dowódcą , „dobrał sobie do pomocy Włodzimierza Wilczyńskiego z Krzyżanowa i Franciszka Maciejowskiego syna dzierżawcy probostwa w Wirach, ogłosił dnia 3 maja w Mosinie rzeczpospolitą polską, kapitana Tołkaczewskiego jako rzekomego szpiega powiesić kazał, urzędników pruskich złożył z urzędu, a Polaka, nauczyciela Rosta, mianował burmistrzem, wręczając mu nominacyą, optrzoną pieczęcią, na której był orzeł Jagielloński, a w miejscu korony wieniec z napisem: Polska powstająca".  [ 61]. Proklamacja, wzorem Mosiny, powtórzona zostaje w Kórniku, Rogalinie, w Stęszewie, a do władz pruskich Krotowski rozsyła surowe listy wzywające do posłuszeństwa wobec nowej, polskiej władzy.  Generał Pfuel zamiast odpowiedzi wydał potem, 8 maja odezwę, wzywającą do pochwycenia Krotowskiego i jego wspólników.[62]
W krótkim czasie oddział Krotowskiego i Wilczyńskiego rośnie w siłę liczebną – liczył on już 800 osób, przebył Wartę promami i czółnami i stanął pod Rogalinem[63].  „Stawił się także Jaraczewski, prowadząc ochotników od Środy ku Kórnikowi.” [64]Naczelnikiem powstańców wybrano Wilczyńskiego, a szefem sztabu Krotowskiego.  Połączone oddziały chciały uderzyć na Kórnik. Miasto zostało obsadzone jednak dwoma batalionami piechoty pruskiej. W tej sytuacji postanowiono uderzyć na Śrem,  gdzie dla wzmocnienia pruskiej załogi śremskiej zmierzały 2 kompanie piechoty pruskiej i połowa szwadronu ułanów z Gostynia.  Po nieudanej próbie zdobycia Śremu, wracając, zastali powstańcy Kórnik opuszczony przez Prusaków i tutaj ogłoszono Rzeczpospolitą i ustanowiono nową władzę miejscową, a równocześnie też to samo uczynił Rymarkiewicz w StęszewiePod samy Poznaniem chwytano za broń.  W Górczynie chłopi z widłami i kosami uderzyli na 20 huzarów i 40 pieszych strzelców, a inny mały oddział prusi musiał się potykać po drugiej stronie Warty w Żegrzu[65]

Rosnąca siła liczebna obozu powstańców w Rogalinie, a także zamknięcie dróg z Poznania do Głogowa, Wrocławia i Śremu przez oddział Krotowskiego, zaniepokoiło Prusaków. 8 maja o godz. 7.00 wydzielone oddziały pruskie pod dowództwem mjr Winninga zaatakowały obóz powstańców w Rogalinie, zadając mu ostatecznie klęskę. W bitwie poległo 11 powstańców, a 6 utopiło się w Warcie.

Po dwugodzinnym  ogniu tyralierskim, Krotowski przeprawił się na promach i łodziach przez Wartę. Pod Niwką spotkał się z Celińskim, który spieszył na odsiecz walczącym pod Rogalinem z nowo zebraną siłą. Razem pod Rogalinkiem przeszli przez Wartę bezskutecznie uderzyli na Rogalin, po czym znów cofnęli się za rzekę. Po bitwie pruscy żołnierze spustoszyli rezydencję Raczyńskich.[66] Oddziały Krotowskiego i Celińskiego rozproszyły się po okolicy, a Krotowski został pojmany w Konarzewie 9 maja.

W pierwszych dniach maja, z  drugiej strony Poznania, w okolicy Obornik działał oddział powstańców dowodzony przez Mikołaja Dobrzyńskiego - „wiarusa napoleońskiego” i powstańca 1831, uderzył on na obsadzone 2 kompaniami pruskimi Oborniki. Dobrzański poniósł śmierć w tej potyczce.

W okolicach Murowanej Gośliny, z wojskiem pruskim ścierał się oddział pod dowództwem Ancypy, który posiłkowany przez oddziały Adolfa Malczewskiego i Piotra Brodnickiego, uderzył na Kcynię. 

W okolicy Skoków oddział złożony z 300 partyzantów,  „niepokoił mieszkańców niemieckich, którym broń odbierał, a kiedy 11 maja dowiedział się o kapitulacji w Bardo, zakopał broń na lepsze czasy, a oddział cały się rozproszył[67]

W Buku 4 maja oddział kosynierów stoczył potyczkę z pruską załogą miasteczka rozbrajając Prusaków. Przeciwko powstańcom, wysłane zostały 2 kompanie piechoty i oddział pruskiej kawalerii, wypierając z Buku powstańców. Po zajęciu miasta żołnierze pruscy „rozpierając się po domach, bijąc i kłując obrońców i mieszkańców, a na ulicy strzelając, kładli wielu trupem. Tak zginął i wikary ksiądz Bielski, który ustawił się z kosynierami przed kościołem do obrony. Nienawiść i chęć zemsty była tak wielka u pruskich żołnierzy, że nawet napomnienia oficerów nie skutkowały”.[68]

Oprócz tych przytoczonych oddziałów partyzanckich tworzyły się mniejsze, których, jak podaje dr Frankiewicz, nikt zliczyć nie potrafi i ich czynów opisać, gdyż tworzyły się  i niknęły z błyskawiczną szybkością, szarpały one nieubłaganie Prusaków i wielkich wymagały natężeń, zanim uległy rozsypce.[69] Jak pisze dalej Frankiewicz, wojska pruskie w odwecie za powstanie rozproszone po miastach i wsiach, dopuszczały się licznych okrucieństw, popierając wszędzie autorytet pruskiej władzy w osobach landratów.  „Potworzone przez rząd pruski z niemieckich kolonistów zbrojne bandy rabowały i paliły wsie i dwory polskie. Wojsko Wendella nie było również wolne od zarzutu sycenia się krwią bitych powstańców, których więziono tłumnie, a katowano srogo. Pamiętnikarze pruscy z lubością opowiadają, że wojska ich stawały bardzo często w obronie właścicieli wielkich majątków przed bandami włóczejącymi się po kraju całym, lecz zamilczają o okrucieństwach pruskich kolonistów i pruskiego wojska.[70]

 

Sąd nad powstańcem

 

O Krotowskim – Jędrzej Moraczewski:  „Krauthofer był znakomity prawnik i adwokat w Poznaniu, a jeden z tych, co wypadki dwudziestego marca głównie przygotowali. Zaraz potem zmienił on swe niemieckie nazwisko na Krotowskiego i zmianę tę poddał pod zatwierdzenie komitetu narodowego, który uznawał za najwyższą władzę. Wysłany w pierwszej deputacyi do Berlina, protestował o złamanie instrukcyi komitetu, jakeśmy o tem mówili [usunięciedomagania się niepodległości: przyp. red.].  Aby rzecz, jeśli można naprostować jakimkolwiek sposobem, zjechawszy do Poznania, wymógł u komitetu dla siebie pełnomocnictwo do Berlina i to koniecznie z tytułem sprawującego interesa. Przez tydzień  może tego powtórnego uwijania się dyplomatycznego, zrozumiał, że na drodze tej niewiele zrobi dla kraju. Poznał się tam atoli na ważności klubów, wrócił znów do Poznania i zawiązał klub polski. Za pośrednictwem tego klubu ponowił skargę do komitetu i złamanie instrukcyi przez deputacyię w Berlinie.[71] Płk. Antoni Brzeżański, wspominając  Krotowskiego stwierdził: „znakomity adwokat, a przy tem zagorzały patryota[72], a ks. Zygmunt Szczęsny Feliński,  uczestnik bitwy pod Rogalinem napisał o nim: „Niemiec z urodzenia, ale wychowany wśród Polaków, tak przywiązał się do naszej narodowości i tak pokochał naszą sprawę, że został gorącym polskim patryotą[73]

Postać Krotowskiego charakteryzuje Włodzimierz Trąmpczyński: Ten potomek Niemców rozpoczął od tego, że przybrał sobie drugie nazwisko „Krotowski" i w osobnej broszurze wyjaśnił, dlaczego stając się Polakiem, musi także nawet w nazwisku to zaznaczyć. Również w broszurze oznajmił, że odtąd nie będzie używał nazwy łacińskiej „adwokat", lecz tytułować się zacznie „rzecznikiem", co też do dzisiejszej pory czynią adwokaci poznańscy. Już to wskazuje, że Krauthofer-Krotowski był osobistością oryginalną, typem, wyróżniającym się wybitnie. Gdy zaś dodamy jeszcze, że był to człowiek o temperamencie południowca, wiecznie zajęty, nigdzie nie mogący znaleźć odpoczynku, i że mowami swojemi, któremi rąbał i miażdżył stronę przeciwną, zdobył sobie wkrótce rozgłos, możemy sobie wyobrazić, iż bez Krauthofera w takich czasach ogólnego konspiratorstwa nic dziać się nie mogło.[74]

Dr Stanisław Wasylewski, historyk, eseista i  krytyk literacki pisze o Krotowskim jako o znanym działaczu i wojowniku „powstańskim”: czynny był, znakomity prawnik, porówni na polu pertraktacyj dyplomatycznych, jak i na polu bitew.[75]

 

Z kolei Ludwik Mierosławski, „rozliczając się” z przegranego powstania ze swoimi przeciwnikami politycznymi i krytykantami, na Krotowskim, do którego od początku żywił nieukrywaną niechęć, nie zostawia suchej nitki.  We wspomnianej wyżej  publikacji, którą wydaje w Paryżu w roku 1860 „Powstanie Poznańskie w roku 1848”, używa nawet stwierdzenia, iż „przysłał  go Mefistofeles”.[76] Krytyczny obraz Jakuba Krauthofera-Krotowskiego wyłania się także z listów Konstancji Raczyńskiej, listów dotyczących szkód, jakie poniósł pałac i majątek w wyniku działań wojennych po spustoszeniu go przez wojska pruskie. Taką ocenę,  cytowany wyżej Wasylewski zaopatrza komentarzem do tej korespondencji: „zarówno hr. Grabowski, jak i hr. Raczyńska, odnoszą się do osoby Krauthofera z widoczną rezerwą. Grabowski uważa go za wywrotowca społecznego, działającego w imieniu skrajnej grupy radykałów i snującego daleko idące plany przewrotu. Również p. Raczyńskiej i zapewne wielu współczesnym wydaje się on zdecydowanie rewolucjonistą społecznym, który tak dalece dybie na wielką własność i rezydencje magnackie, że umyślnie postarał się o założenie obozu powstańców w Rogalinie. Jest to opinia zapewne niesłuszna i wyolbrzymiona na podstawie pogłosek, jakie pocztą pantoflową czy też przez prasę zagraniczną doszły do przebywającej w Dreźnie właścicielki Rogalina.” [77] 

 

Po aresztowaniu 9 maja 1848 r. Krotowski  osadzony został w poznańskiej cytadeli, gdzie postępowano z nim brutalnie i gdzie „przesiedział w owym lochu kilka miesięcy, rozchorował się i tylko na przedstawienie lekarza przeniesiony został do więzienia przy ul. Fryderykowskiej [obecnie ul. 23 lutego – przyp. red], gdzie przynajmniej w suchej izbie pokutując, doczekał się wreszcie amnestii z dnia 8 października.[78]

 

Nie skończyło się jednak na kilkumiesięcznym więzieniu. W roku 1849, za czynny udział w powstaniu, dwukrotnie stanął przed pruskim sądem. Po wysłuchaniu świadków i obrony, ława przysięgłych, mimo że złożona głównie z Niemców (7 Niemców i jeden „bardzo umiarkowany Polak”) orzekła jednogłośnie, że oskarżony jest niewinny[79].

Dawniej – donosił „Wielkopolanin” z roku 1850, relacjonujący jeden z procesów –  mało kto słyszał o Krotowskim chyba ten, kto miał jaki proces i proces ten oddał Krtowskiemu, żeby go wygrał. Dziś każdy rozmawia o Krotowskim, że taki wielki proces z Niemcami wygrał. A nie szło w tym procesie o pieniądze, albo schedę po rodzicach, albo o granice na polu, ani o dalekie rzeczy, ale był to proces o honor polski, o prawdę polską. Krotowski plac otrzymał, a tak tego bronił honoru polskiego i prawdy polskiej, że się sami Niemcy wydziwować nie mogli…”.[80]   

 

Prusacy oskarżyli Krotowskiego o zbrodnię stanu, o to, że: brał udział w komitecie narodowym, rozdawanie pieniędzy z worka plecionego podczas zbiegowiska na rynku w Poznaniu, że „wziął od Polaków dwa tysiące denarów i dawał Niemcom, żeby za te pieniądze rewolucję w Berlinie zrobili”,   że 11 kwietnia chodził z dubeltówką na ramieniu w Kórniku, i tam „mierzył” do oficera siedzącego na koniu, ale jak żona kupca Hazego to widziała, więc zakrzyknęła „na Boga panie Krauthofer co pan robisz? I Krotowski sobie poszedł”. Oskarżono go o to także,  że „2 maja wyjechał z Poznania i do wojska polskiego wstąpił, bił się z Prusakami, kompanię wojska pruskiego i dwóch oficerów zabrał pod Stęszewem do niewoli. Potem 3 maja przybył Krotowski do Mosiny, posadził polskiego burmistrza, żandarmowi zabrał pistolety i konia z kulbaki, a do mosińskich obywateli zawołał: „obywatele, pan Rost został burmistrzem, więc słuchajcie jego, a nie Niemca”. Że 7 maja w Kórniku kazał pozrzucać pruskie orły i zawołał „niech żyje Rzeczpospolita Polska!”, skasował burmistrza Niemca, a obrał Polaka.[81]

Adwokata-powstańca bronił kolega po fachu Władysław Niegolewski, który powiedział m.in. „Przyczyny rewolucji ani w Krotowskim samym, ani w Polakach sa­mych szukać nie możemy. Czyż cała Europa, czyż Niemcy jednogłośnienie wołały: «Przyszedł czas zniesienia morderstwa popełnionego na na­rodzie polskim — przyszedł czas przywrócenia Polski»? Czyż Wam niewiadomo, że przedparlament frankfurcki uchwalił, iż podział Polski jest hańbą Niemiec i jako najświętszy obowiązek swemu narodowi nałożył, aby się przyczynił do przywrócenia niepodległości Polski? Czyż Wam niewiadomo, że Komitet Pięćdziesięciu we Frankfurcie zaręczył honorem niemieckim Polakom w uchwale swej z 4 maja wywiązać się z przy­rzeczeń narodowi polskiemu uczynionych? Król sam w Berlinie już za­myślał zrzec się Księstwa Poznańskiego. Lud w Berlinie uwolnił więź­niów i uwolnionym niepodległość Polski zwiastował. Pozwólcie panowie, że przy tej okoliczności stanę w obronie ludu niemieckiego wobec pana prokuratora, który w swej skardze w imieniu tego ludu żąda od Polaków wdzięczności za uwolnienie ich z więzienia: Panowie, lud niemiecki niewdzięczności za uwolnienie z Moabitu żądał — lud niemiecki cieszył się jedynie, że nadeszła chwila, w której w tym samym Berlinie, gdzie, jak historia mówi, najpierw powzięto myśl morderstwa ludu polskiego —myśl podziału Polski — hańba ta zmazana została. Lud ten wie zbyt dob­rze, że dopóki przywrócenie Polski nie nastąpi, dopóty więzienia prze­pełniane będą Polakami, i dlatego nie żądał od Polaków wdzięczności, jednogłośnie na to zapytanie odpowiedział Mierosławskiemu, że nie żąda wdzięczności za uwolnienie z więzienia, ale żąda całej niepodległej Polski. Nie szukajmy jednak tak daleko; wszakże w samym Poznańskiem wszyscy byli przejęci tą samą myślą, tak Niemcy, jak Żydzi, że nadszedł czas przywrócenia Polski. Utworzył się komitet niemiecki mający na celu pomaganie Polakom w świętej, ale olbrzymiej ich pracy, wysłał nawet deputację ze swego grona do Berlina, która za Polską i Polakami prze­mówić miała. Wszyscy, nie wyjmując nawet urzędników Niemców i wojskowych, uznali ziemię tę za Polskę, zdobiąc piersi swe kokardami polskimi. Jakżeż moglibyście żądać, ażeby Polacy — lud, który nad wszystko ukochał Ojczyznę i wolność, miał być nieczułym i nieczynnym, kiedy nadzieja w tak jaskrawych okazała się kolorach?”[82]

Krotowski bronił się także sam, powołując się na wielu świadków. Powiedział między innymi: „– Przyznaję żem ogłosił rzeczpospolitą, ale miałem do tego prawo, bo sam jenerał Ful przyobiecał, że będzie rząd polski (…).Przyznaję się żem w Bninie ogłosił, że będzie Polska, że będą polscy urzędnicy. Wszakże król przyrzekł, że będzie reorganizacya polska, że będzie urządzenie polskie, że będą urzędnicy polscy i przyrzekł wiele innych rzeczy, a to wszystko niedotrzymane…” [83]

Wcześniej, z pruskiego więzienia na cytadeli, gdzie został osadzony po schwytaniu w Konarzewie, napisał do ministra wojny generała Pfuela:  „Nie należę ja do liczby tych, którzy może zaprzeczają udziału w powstaniu narodowem przeciw dzisiejszemu rządowi w celu oparcia się siódmemu podziałowi Polski; owszem chlubię się z tego, że należę do liczby tych szlachetnych, którzy jako prawdziwi synowie Ojczyzny krok ten uczynili z powinności i przekonania – nie ma przeto powodu odsuwać mnie od świata i dręczyć haniebnie. Wszelkie dopuszczenie boże znosić będę jak mąż stały, a jak nie uląkłem się w otwartym boju kul gradu, tak też chociażby i mnie co najgorszego spotkać miało, nie dam się zwieść z drogi moich zasad, według których dotychczas działanie me stosowałem, nie dla mego, ale dla dobra Ojczyzny, wolności i prawa[84]

W roku 1850 Krauthofer-Krotowski został wybrany posłem do sejmu pruskiego, na którym postawił wniosek potępiający rozbiory Polski i domagający się jej niepodległości. Niestety pruskie więzienie przypłacił zdrowiem – zmarł w wieku 46 lat, 4 sierpnia 1852 r. w Berlinie,  „na skutek rozdęcia żyły sercowej” i pod Berlinem został pochowany.

 

Rzeczpospolita Mosińska – co znaczy

W roku 1918 mieszkańcy Pińczowa kierowani przez Jana Lisowskiego, po rozbrojeniu wojsk okupacyjnych opanowali na sześć tygodni pozostający wówczas w zaborze rosyjskim Pińczów i okolice. Wyzwolony spod okupacji zaborcy obszar przeszedł do historii jako Republika Pińczowska. Prawie pół wieku później, na przełomie lipca i sierpnia 1944 r. partyzanci z różnych oddziałów, po wyzwoleniu wspólnymi siłami Pińczowa i okolic, tym razem spod okupacji niemieckiej, utworzyli na tym samym obszarze ponownie niepodległą republikę. Obszar ten, kontrolowany i zarządzany przez polskie siły partyzanckie, nazwano drugą Republiką Pińczowską. O tę partyzancką republikę, skrawek niepodległej Polski, walczyli wszyscy partyzanci, wszystkich ugrupowań działających na tym terenie, bez względu na swoje poglądy, stawiając na pierwszym miejscu dobro i niepodległość Ojczyzny. Na tym, zdaniem historyków, polegał jej fenomen – aby wyzwolić tę ziemię, siły połączyli partyzanci Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i Armii Ludowej. Choć istniały między nimi różnice ideowe, zostały one odsunięte na bok w obliczu zdobycia upragnionej wolności. Niespełna sto lat wcześniej, Mosinę i okolice, spod władzy pruskiego zaborcy wyzwolili partyzanci z oddziałów Krotowskiego i Wilczyńskiego. Ogłaszając w Mosinie niepodległość, Krotowski urzeczywistnił ideę niepodległego państwa polskiego tak oczekiwanego przez mieszkańców tego miasta, regionu i kraju. Rzeczpospolita Mosińska, podobnie jak ta późniejsza, Pińczowska, była fenomenem – w niesprzyjających warunkach, w obliczu przewagi zbrojnej okupanta, była spełnieniem oczekiwania i urzeczywistnieniem idei niepodległości Ojczyzny. Na przekór wszystkiemu, na przekór różnic w poglądach, zbrojnej przewagi zaborcy, niepewnej przyszłości.

Powstanie wielopolskie 1848 było pierwszą znaczniejszą akcją wojskową po wojnie 1831 r., w surowej ocenie historyków, akcją niewykorzystaną w sprzyjających wówczas warunkach rewolucji berlińskiej. Pomimo to jednak, jak stwierdził dr Czesław Frankiewicz, powstanie to pozostanie piękną rycerską kartą w dziejach nie tylko Wielkopolski, lecz także całej Polski. Dało ono moc odporną na dalsze lata niewoli – pisze Frankiewicz – przypomniało o nieprzedawnionych prawach do bytu niepodległego, było ono potrzebą duchową tak wielką, że niedoceniano nierówności szans, a przeceniano swą siłę moralną oddziaływania na masy...[85]

„Rzeczpospolita Mosińska”, podobnie jak i mosińska stolica, w kontekście historycznym ma dziś wymiar symboliczny.[86] Pozostaje jednym z najważniejszych symboli niepodległościowych dążeń mieszkańców Ziemi Mosińskiej, Polaków, od czasów pierwszych powstań narodowych po II wojnę światową i antykomunistyczne podziemie.

W roku 2018, z okazji 170. rocznicy proklamacji Rzeczypospolitej Mosińskiej, w adresie skierowanym do Burmistrza Gminy Mosina, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej stwierdził: „Proklamowanie w Mosinie w dniu 3 maja 1848 roku niepodległości Polski było dowodem, że Polacy nigdy nie wyrzekli się walki o wolne i suwerenne państwo”.

 

Obszerniejsze fragmenty cytowanych, a także innych źródeł do wydarzeń roku 1848 na ziemiach zaboru pruskiego, opublikowane zostały w okolicznościowej „Gazecie Mosińskiej” opracowanej przez autorów artykułu i wydanej w maju, w roku 2018.

"GAZETA MOSIŃSKA" 2018

 

Joanna Nowaczyk

Jacek Szeszuła




[30] J. Kocznur, Sylwetki…, s. 59

[31] B. Polak, Rzeczypospolita…, s. 19

[32] W skład deputacji oprócz Krauthofera weszli za St. Karwowskim:  Aleksander Brodowski, Antoni Kraszewski, Maciej Mielżyński, Jan Palacz, Roger Maurycy Raczyński, ks. Leon Przyłuski, ks. Jan Janiszewski.

[33] J. Moraczewski, Wypadki…, s. 25

[34] A. Brzeżański, Pamiętnik…, s.18.

[35] B. Polak, Rzeczypospolita…, s. 19

[36] J. Moraczewski, Wypadki…, s. 139.

[37] Tamże, s. 19;

[38] Tamże, s. 74

[39] Tamże, s. 99.

[40] L. Mierosławski, Powstanie…, s.339

[41] St. Karwowski, Historya…, s. 430

[42] J. Moraczewski, Wypadki…, s. 110.

[43] Tamże, s. 432

[44] Tamże, s. 433

[45] Henryk Szuman, Wspomnienia berlińskie i poznańskie z roku 1848, Wyd. Redakcya i Administracya, Warszawa 1900, s. 74, Biblioteka Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy

[46] J. Moraczewski, Powstanie…, s.98

[47] Cz. Frankiewicz, Działania…, s. 79

[48] A. Brzeżański, Pamiętnik…, s. 104; J. Moraczewski, Powstanie…, s. 155

[49] Cz. Frankiewicz, Działania…, s. 20

[50] Odpowiedź na Ludwika Mierosławskiego: Powstanie poznańskie w r. 1848, Targowa Górka 1861, s. 70

[51] Cz. Frankiewicz, Działania…, s. 22.

[52] A. Brzeżański, Pamietnik…, s. 109

[53] Wg. Cz. Frankiewicza oddział w Manieczkach organizował Włodzimierz Wilczyński: Działania…, s.70

[54] J. Moraczewski, Wypadki…, s. 139.

[55] A. Brzeżański, Pamiętnik…, s. 108

[56] B. Polak, Wiosna Ludów …, s. 31.

[57] St. Karwowski, Historya…, s. 461

[58] Tamże, s. 461

[59] J. Moraczewski, Wypadki…, s. 141

[60] Cz. Frankiewicz, Działania…, s. 70

[61] St. Karwowski, Historya…, s. 461

[62] Tamże, s. 462

[63] Cz. Frankiewicz, Działania…, s. 70

[64] A. Brzeżański, Pamiętnik…, s.

[65] Tamże, s. 110

[66] St. Karwowski, Historya…, s. 463

[67] Cz. Frankiewicz, Działania…, s. 74

[68] Tamże, s. 74

[69] Tamże, s. 74

[70] Cz. Frankiewicz, Działania…, s. 75

[71] J. Moraczewski, Wypadki…, s. 72-73

[72] A. Brzeżański, Pamiętnik…, s. 19

[73] Pamiętniki księdza Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, cz. I, Nakładem Sióstr Zgromadzenia Maryi, Kraków 1897 s. 380

[74] Wł. Trąmpczyński, Epizody…, s. 16-17

[75]  Stanisław Dr Wasylewski, Obóz powstańców w Rogalinie 1848, w: Kronika Miasta Poznania 1936 R.14 Nr1, s.117

[76] L. Mierosławski, Powstanie…., s.339

[77] St. Wasylewski, Obóz…, s. 117-118.

[78] St. Karwowski, Historya…, s. 464

[79] M. Motty, Przechadzki…, s. 229, St. Karwowski, Historyja…, s. 465

[80] Wielkopolanin: pismo ludowe pod red. Walentego Stefańskiego 1850.01.09 R.3 Nr3,  s. 1.

[81] Tamże, s. 1

[82] J. Kocznur, Sylwetki…, s. 65

[83] Wielkopolanin… 1850.01.12 R.3 Nr4, s.14

[84] St. Karwowski, Historya…, s. 464

[85] Dr Czesław Frankiewicz, Działania wojenne w Wielkopolsce w roku 1848 cz. II, Wielkopolska Księgarnia Nakładowa Karola Rzepeckiego, Poznań 1926, s. 80 - 83

[86] Polskie stolice, Informator Mosiński nr5(35) maj 2018, s. 28. 

Wyszukiwarka
Generał Roman Abraham – portret dowódcy
Generał Roman Abraham – portret dowódcy
Partnerzy
Pamięci
Pamięci "Hubala"