Rok 1990 - zmiana władzy

 JOANNA NOWACZYK

 

 

W dniu 6 czerwca 1990 r., odbyły się pierwsze obrady wyłonionej w demokratycznych wyborach  Rady Miasta i Gminy Mosina. W jej 31-osobowym składzie, zasiadło aż 23 radnych Obywatelskiego Komitetu Samorządowego. Z Janem Marciniakiem, członkiem OKS-u, radnym Rady Miejskiej w Mosinie I, II i obecnej kadencji, Sekretarzem mosińskiej gminy w latach 1990-1998 oraz zastępcą burmistrza Gminy Mosina w latach 1998 – 2002, o kulisach tamtych historycznych wydarzeń rozmawiała Joanna Nowaczyk.

 

Z mosińskim samorządem, związany jest Pan od początku jego ustanowienia w pierwszych demokratycznych wyborach. Zaczęło się chyba już od Obywatelskiego Komitetu Samorządowego?

Zgadza się. Na początku swojej działalności, Obywatelski Komitet Samorządowy poszerzał swój skład poprzez kontakty osobiste. Mnie poprosił do udziału w spotkaniach OKS-u Zbigniew Miczko. To był początek 1989 roku.

 

Czyli został Pan zwerbowany?

Tak można to nazwać. Pan Zbyszek  powiedział coś takiego: „Jasiu, słuchaj, my tam tworzymy komitet obywatelski, może byś przyszedł – w kościele, w salce katechetycznej.”  No i poszedłem. Pamiętam, że  w komitecie były takie rozmowy, by przyciągać następne osoby właśnie poprzez kontakty osobiste. Ja z kolei, ponieważ mieszkałem w sąsiedztwie Edka Baraniaka i po sąsiedzku często się z nim kontaktowałem, zaproponowałem mu, żeby i on przyszedł na spotkanie. Powiedział, że jak będzie miał czas, to przyjdzie i faktycznie przyszedł.

 

Jak wyglądały te pierwsze spotkania OKS-u, w których Pan uczestniczył?

Początkowo odbywały się w salce katechetycznej. Potem dopiero, przed wyborami do samorządu, zwróciliśmy się do Urzędu o przydzielenie salki w „kokotku”, czyli budynku dzisiejszej prywatnej szkoły przy ul. Wawrzyniaka, gdzie mieściły się wówczas siedziby organizacji społeczno-politycznych. Napoczątku Komitet tworzyło może 10, może 12 osób. Nie wszystkich znałem. Pamiętam oczywiście panów: Miczko, Bogusławskiego, Liska, Paryska. Był Marek Ignaszewski, Tadziu Kubiak, Marek Łuczka… Ta grupa mosińska nie miała specjalnych kontaktów z Poznaniem, nie było, nazwijmy to, poznańskiego działacza. Dopiero Edek Baraniak został takim „łącznikiem” z komitetem koordynacyjnym „Solidarności” w Poznaniu. Jak trzeba było jechać po jakieś ulotki, plakaty – jechał. Do czerwca 89 roku byliśmy małą, ścisłą grupą. W akcjach ulotkowych nikt nam nie przeszkadzał. W ogóle myśmy się nie przejmowali, czy ktoś za kimś idzie, czy są jakieś podsłuchy. Zresztą tak zacne i poważane osoby, jak Zbigniew Miczko, czy Wiktor Lisek, które tu w Mosinie były autorytetami, tworzyły nad nami jakby ochronną tarczę.

 

Po wygranych wyborach do Sejmu i Senatu RP w czerwcu 1989 r., było już jasne, że wkrótce będą również wolne wybory do samorządów terytorialnych. Jak OKS w Mosinie przygotowywał się do przejęcia władzy?

W tym czasie, osoby takie jak panZbyszek, czy Juliusz Bogusławski, miały za zadanie bywać na sesjach Rady Narodowej, słuchać i zdobywać informacje, na jakim etapie jest Mosina. Podobno na jednej z takich sesji padło pytanie, czy ci  panowie, którzy tu są, a mowa była o naszych ludziach, mogliby się przedstawić kogo reprezentują. No to mieli się przedstawić i jeden z nich miał powiedzieć, że oni reprezentują OKS, chcą się przysłuchiwać obradom rady i dowiedzieć się, co się w Mosinie dzieje, jakie są bieżące i jakie będą przyszłe działania, bo OKS przygotowuje się do przejęcia władzy w Mosinie, na co podobno miała nastąpić reakcja śmiechem.

 

Zdaje się, że w Radzie Narodowej Miasta i Gminy Mosina zasiadał wówczas późniejszy działacz OKS-u Dionizy Piątkowski?

Tak, zauważył go Jasiu Jankowski, nasz przewodniczący, który też, jak mógł, chodził na te sesje. Powiedział nam, że jest tam jedna dość ciekawa osoba, która wypowiada się i głosuje w sposób niezależny i warto by było z nią  porozmawiać. I tak Dionizy Piątkowski, który był już wówczas znanym dziennikarzem muzycznym, został zaproszony do OKS-u.

 

W szeregach OKS-u znalazła się też inna ciekawa postać – Piotr Buczkowski, późniejszy uniwersytecki profesor, wówczas doktor nauk socjologicznych na Uniwersytecie Adama Mickiewicza?

Piotra Buczkowskiego, z tego co słyszałem, zarekomendował Romek Zwierzycki, który też był aktywnym działaczem OKS-u. Po uchwaleniu przez Sejm ustawy o samorządzie gminnym i ordynacji wyborczej do rad gmin, trzeba było przygotować się do wyborów i poszerzyć Komitet o ciekawych ludzi. Kiedy Piotr Buczkowski pojawił się na spotkaniu OKS-u, mówił bardzo interesująco. Naukowiec, bliskie kontakty z Poznaniem, angielski perfekt – niewątpliwie widzieliśmy w nim lidera. Dionizy Piątkowski – też angielski perfekt i Piotr Buczkowski byli filarami OKS-u. Robili na nas wrażenie ludzi z innego świata. Piątkowski z racji swojej profesji często wyjeżdżał do Stanów Zjednoczonych. Dla nas był światowcem…

 

Jaką wizję zmian w Mosinie widzieliście po wyborach? Czy OKS miał jakiś program wyborczy?

Ja sobie nie przypominam konkretnego programu, jakiegoś manifestu. Wizja przyszłej władzy, naszej władzy, zawarta została w treści „Informatorów” OKS-u, które ukazywały się od początku 1990 roku.

 

No właśnie, w Informatorach przewija się temat oczyszczalni…

Rzeczywiście oczyszczalnia była priorytetem. O tych sprawach, o oczyszczalni, wodociągowaniu, podstawowej infrastrukturze, na spotkaniach OKS-u mówił Witek Niedzielski. Był pracownikiem naukowym politechniki i po wygranych wyborach miał zostać doradcą zarządu gminy do spraw infrastruktury przede wszystkim kanalizacyjno-wodociągowej, co niestety się nie ziściło. I tu było pierwsze tąpnięcie w naszym rządzeniu. Przed rokiem 90., kanalizacja w Mosinie, to był odcinek od bloków” Lubonianki” do oczyszczalni biologicznej na ulicy Skrajnej oraz krótki odcinek w ul. Czarnieckiego. Teren wiejski zwodociągowany była w minimalnym procencie, a miasto Mosina może w10%. I to był nasz podstawowy program: woda, kanalizacja, oczyszczalnia, a jak z tym się uporamy, to deszczówka, drogi, ulice, chodniki – proste, prawda?

 

Rzeczywiście proste. Co na to jednak „stara” władza” Jak „ustawiała się” do nadchodzącej zmiany i nadchodzącej wymiany stanowisk?

Było trochę konsternacji, bo panZbyszek Miczko, który był na jakiejś rozmowie z ówczesnym Naczelnikiem Miasta i Gminy Mosina Jerzym Szyłą, może do „Informatora”, ocenił go bardzo pozytywnie. Określi go jako człowieka spokojnego, dającego się wypowiedzieć drugiej osobie – pod względem kultury osobistej ocenił go wysoko. Jak się mówiło wtedy o władzy, że się wzbogaca, zresztą teraz też, naczelnik Szyło jeździł cały czas wiśniowym maluchem z Poznania do Mosiny i nie było po nim widać wykorzystywania stanowiska. Ja go nie znałem, ale myślę, że to był porządny człowiek.

 

W pierwszym numerze, pierwszej niezależnej gazety lokalnej „Mosiniak”, Dionizy Piątkowski opisał wydarzenia z pierwszej sesji nowej rady, na której wybrano pierwszego burmistrza Bogdana Robakowskiego. Napisał, że dotychczasowy naczelnik był jednym z kandydatów, którego „kwieciście” rekomendował były jego zastępca, a wówczas nowo wybrany radny Przemysław Pniewski. Jerzy Szyło jednak odmówił kandydowania? 

Odmówił, ale próba objęcia stanowiska burmistrza była. Kiedy nowa rada została już wybrana, również i ja zostałem radnym, odebraliśmy w urzędzie akty powołania na radnego. Gratulował nam osobiście naczelnik Szyło. Potem poszliśmy całą grupą, radni  z OKS-u, do „kokotka”. Ale tam okazało się, że nie ma trzech ludzi: Buczkowskiego, Piątkowskiego i Ignaszewskiego. Marek Ignaszewski był figurą - szefem gminnej „Solidarności” Rolników Indywidualnych. Ktoś powiedział, że widział ich, jak rozmawiali jeszcze z naczelnikiem na korytarzu. Przyszli po godzinie. Byli tacy nieswoi, jacyś dziwni, nie „hura –optymizm”. Zaczęli mówić tak: „No słuchajcie, byliśmy, naczelnik Szyło nas poprosił i chcemy wam przedstawić lojalnie o co nas poprosił.” A poprosił ich o to, aby radni OKS-u rozważyli powołanie go na stanowisko burmistrza. Szyło miał rzekomo  powiedzieć, że on chciałby na okres przejściowy, żeby przy nim rada zdominowana przez OKS okrzepła. Tak więc starał się, choć na pewno nie nachalnie. Nie wiem, może nawet dostał takie dyrektywy z województwa, żeby próbować, dla „politycznego” dobra. Ale my mieliśmy już karty rozdane.

 

To komu OKS rozdał te swoje karty?

Burmistrzem miał zostać Ryszard Szejner, jego zastępcą Bogdan Robakowski, Jasiu Jankowski przewodniczącym rady, a ja – z racji, że jako jedyny miałem do czynienia z pracą w administracji – miałem zostać sekretarzem.

 

Przyznam, że pierwszy raz słyszę o kandydaturze Ryszarda Szejnera na burmistrza. To co takiego się wydarzyło, że historia potoczyła się inaczej?

Piotr, Dionizy i Marek, przedstawiając propozycję Szyły, nie skwitowali jej, nie odcięli się od niej, że nie ma tematu. Pozostawali jakby w oczekiwaniu: „co wy na to?”. Wtedy Rychu Szejner wstał i powiedział: „Dziękuję, już waszym kandydatem nie jestem”. Wyszedł z „kokotka” i poszedł, pamiętam, w kierunku wałów na Kanale Mosińskim. Myślę, że uniósł się honorem. Najbardziej zabolało go pewnie, że koledzy Buczkowski, Piątkowski i Ignaszewski tę propozycję Szyły przedstawili nam w sposób poważny. W każdym razie Jasiu Jankowski się odezwał i powiedział, że on w związku z tym, jeżeli tu paktujecie, też rezygnuje. To samo powiedziałem ja. Na taką reakcję tamci się wycofali, zmienili ton, ale Rychu Szejner już się nie dał przekonać, chociaż za nim poszliśmy i próbowaliśmy go uspokoić – zdecydowanie zrezygnował. W taki sposób naszym kandydatem na burmistrza został Bogdan Robakowski. 

 

Przechodząc do konstytuowania się nowej władzy  - jak wyglądało objęcie stanowiska nowego burmistrza Bogdana Robakowskiego i sekretarza Jana Marciniaka?

Następnego dnia z Bogdanem Robakowskim pojechaliśmy do pracy poinformować szefów, że zostaliśmy wybrani i musimy zacząć „rządzić”. Nie pamiętam, czy już w tym dniu weszliśmy do urzędu. Pamiętam, że podjechaliśmy maluchem przed aptekę, zaparkowaliśmy i tylko kątem oka widzieliśmy, że wszyscy stoją w oknach, ale nie z nosami przy szybie, tylko w lekkim oddaleniu. Wszyscy byli ciekawi kto zacz, jak wyglądają, jak się prezentują, a my -  skromnizny takie, jakieś koszule, krawat jakiś gdzieś się poszukało. No i weszliśmy do urzędu, do sekretariatu. Ówczesna sekretarka Aleksandra Tuliszka poinformowała naczelnika Szyłę, że przyszedł pan Robakowski i pan Marciniak. Naczelnik do nas wyszedł, zaprosił do gabinetu, za chwilę poprosił panią sekretarz Reginę Kałek. Zdaje się, że zwołał również „załogę”, by przedstawić nowego burmistrza…

 

Jakie były pierwsze decyzje administracyjne nowej władzy?

Pierwsze, o co poprosiliśmy, to likwidacja wszystkich pieczątek, poza pieczęciami okrągłymi z godłem państwowym. Każdy pracownik miał imienną pieczątkę z upoważnienia naczelnika.

Wchodziłem do wszystkich pokoi i zbierałem pieczątki do jednego woreczka. Potem, z Frankiem Sołtysiakiem – takim dzisiejszym Tadziem Waliszakiem – zszedłem do kotłowni. Franek rozpalił piec i pieczątki uległy spaleniu…

 

Miało to chyba taki symboliczny wymiar końca pewnej epoki…Minęło 20 lat od tamtego czasu. Oceniając dziś działalność samorządów lokalnych w Polsce, czy uważa Pan, że było warto? 

Na pewno było warto, jednak myślę, że można było o wiele więcej w Polsce zrobić, ale to nie zależało tylko od samorządów. Moim zdaniem, w pierwszym okresie młodym samorządom powinien był być nakazany ustawowo pewien kierunek, przede wszystkim finansowy, ze wskazaniem na priorytety.

 

Czy to znaczy, że Pana zdaniem młody, polski samorząd został rzucony od razu na głęboką wodę?

Na zbyt głęboką wodę, bo w różnych samorządach różnie to bywało i jest różnie do dzisiaj. Kraj był generalnie pustynią infrastrukturalną. Moim zdaniem, powinno być wówczas odgórnie określone, że na przykład 30% budżetu gminy powinno być przeznaczone na infrastrukturę, czy inwestycje szeroko pojęte, a na administrację nie więcej niż 3%. W tym pierwszym okresie, a nawet do dzisiaj. A zadłużenie, nie tak, jak jest dzisiaj, możliwość zadłużaniasiędo 60%  ale góra 10%. Uważam, że gdyby ktoś na czele rządu mógł wówczas przewidzieć, że wiele samorządów będzie wydawać pieniądze na sprawy trzeciorzędne, to być może zmieniłby ustawę o finansach publicznych  i nakazałby choć przez 10 lat, jakie mają być wskaźniki budżetowe na jakie wydatki.

 

Jednak w Mosinie, w tym pierwszym 10-leciu udało się wiele zrobić?

Priorytetem, jak już wspomniałem była oczyszczalnia. Co dalej… Jak sobie Pani przypomina lata 80., czy nawet jeszcze 70., w radio pojawiały się komunikaty, że „ogłaszamy 20. stopień zasilania” co oznaczało wielogodzinne wyłączanie prądu. Kiedy  nastąpiła wolność gospodarcza, wiedzieliśmy, że wszyscy będą do nas przychodzić, bo każdy będzie chciał otworzyć zakład krawiecki, stolarnię, betoniarnię, ślusarnie, tokarnię – ale skąd prąd? Wodę można było ciągnąć ze studni, kanalizację – mieć szambo. Ale prąd? Zaczęliśmy budować trafostacje – to była podstawa. Trafiliśmy w czas, nie było innego rozwiązania. To było pierwsze nasze zadanie. Równolegle i później szeroki front infrastrukturalny. Na początek woda, telefonizacja. 

 

Przyznaję, że sama byłam świadkiem realizacji tych priorytetów. Kiedy w roku 92 nabyłam działkę w Krosinku, było to szczere pole. Do końca lat 90., wieś została zwodociągowania, zgazyfikowana, a w pobliżu stanęła trafostacja. Jednak wracając do roku 90., nie mogę oprzeć się pewnej refleksji. 20 lat temu grupa zaangażowanych ludzi z ogromnym zapałem, zaczęła wspólnie wprowadzać w życie demokrację na gruncie lokalnym. Znając dalszą historię wiem, że w mosińskim środowisku samorządowym nastąpił potem rozdźwięk. Cóż takiego stało się „kością niezgody”?

 

Kością niezgody był kolektor sanitarny – on podzielił Mosinę. Ten kolektor, to geneza dzisiejszych czasów, bo ten podział trwa do dzisiaj, nad czym ubolewam. Ale to już temat na zupełnie inną rozmowę.

 

W takim razie, dziękując Panu za odsłonięcie być może nieznanych wszystkim kulis wydarzeń sprzed 20 lat, życzę dalszych owocnych działań w samorządzie Gminy Mosina. Być może kiedyś uda się wypracować lepszy styl wspólnej pracy na rzecz lokalnej społeczności i zgoda powróci. Życząc tego Panu, a także nam wszystkim, dziękuję za rozmowę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze
Treść komentarza:
Podpis:
Dodaj komentarz
Wyszukiwarka
Mosina w 90-lecie Powstania
Mosina w 90-lecie Powstania
Partnerzy
Powstanie Warszawskie  I
Powstanie Warszawskie I