Pozostała muzyka

 

JOANNA NOWACZYK

 

Spotkali się po przeszło pół wieku. Przyjechali z różnych zakątków Polski, a nawet z Frankfurtu nad Odrą. Członkowie dawnego „Dziecięcego Zespołu Muzycznego” odwiedzili w styczniu Izbę Muzealną w Mosinie, by wziąć udział w otwarciu wystawy prezentującej ich historię. Najcenniejszym jej eksponatem, są karty pewnej kroniki wydobytej na światło dzienne przez Włodzimierza Gabrielskiego, który jako kilkuletni chłopiec grał w tym zespole na skrzypcach.

 

Historia tego zespołu rozpoczyna się we wrześniu 1957 r., kiedy ówczesny kierownik Szkoły Podstawowej Nr 2 w Mosinie M.... . Karbowski, wyraził chęć zorganizowania dziecięcego zespołu muzycznego. „Celem tego zespołu – czytamy na pierwszej karcie wspomnianej kroniki – ma być rozwijanie zamiłowań muzycznych, a w szczególności umiłowanie polskiej muzyki ludowej i oddziaływanie na szerokie kręgi młodzieży mosińskiej”. Poprowadzenie zespołu kierownik Karbowski zaproponował Antoniemu Nadolnemu, który mieszkał w Krosinku przy Jeziornej. Był też muzykiem i pedagogiem, nauczycielem w Państwowej Szkole Muzycznej w Poznaniu.

Antoni Nadolny w okresie międzywojennym ukończył Państwowe Konserwatorium Muzyczne w Poznaniu. W tym czasie grał na skrzypcach w Orkiestrze Symfonicznej Miasta Poznania, a także w Orkiestrze Symfonicznej przy Komisariacie Rządu w Gdyni. Podczas okupacji uczestniczył w konspiracyjnych strukturach Armii Krajowej. Od 1942 r. przebywał na Podlasiu pod przybranym nazwiskiem „Antoni Nowak”. Tam się ożenił i w roku 1956 zamieszkał z rodziną w Krosinku. Rok później, na prośbę kierownika Karbowskiego, rozpoczął organizowanie dziecięcego zespołu w Mosinie.

 

Najpierw nauka

Włodzimierz Gabrielski miał wtedy 7 lat i już interesował się muzyką. Jego dziadek w 1928 r. założył orkiestrę dętą w Krzywiniu, grał na klarnecie, na dudach i na skrzypcach. Tata pana Włodzimierza grał w orkiestrze wojskowej, a każdy z siedmiorga rodzeństwa taty też muzykował. Jednak dla Włodzimierza, jak mówi, wszystko zaczęło się od pana Nadolnego, kiedy rodzice zaprowadzili go na przesłuchanie. Przesłuchanie miało na celu wyłonić zdolności dzieci, ich poczucie rytmu i muzyczny słuch. Zgodnie ze stopniem tych zdolności, Antoni Nadolny przydzielał je do odpowiednich instrumentów: z najlepszym słuchem i poczuciem rytmu – do skrzypiec, a dalej według zdolności – do akordeonów i do mandolin. – Ja chciałem grać na skrzypcach, nawet skrzypce miałem, po dziadku, no i udało się – wspomina Włodzimierz Gabrielski.

Do zespołu przyjęto 30 dzieci. Zanim odbył się pierwszy koncert, przez kilka miesięcy uczyły się wszystkiego od podstaw, 2 razy w tygodniu: we wtorki była to indywidualna lekcja każdego ucznia, a w piątki – nauka w zespole. – Wszystko prowadził pan Nadolny, a lekcje odbywały się w szkole przy kościele – wspomina W. Gabrielski. – Trzeba pamiętać, że to były trudne czasy, 12 lat od zakończenia wojny, a my wszyscy pochodziliśmy z biednych rodzin. To był wielki wysiłek rodziców, by gdzieś z Krosinka, czy z Krosna te akordeony i te małe dzieci na rowerach wieźć na naukę.

Muzyka, wycieczki i Państwo Nadolni

Po kilku miesiącach przygotowań, zespół zainaugurował muzycznym marszem w pochodzie 1-majowym, czym jak wspomina pan Włodzimierz, wywołał wśród mieszkańców entuzjazm. – Braliśmy też udział w różnych imprezach, w każdej akademii z okazji rewolucji październikowej, czy 1-maja, bo to taki był czas. Ale graliśmy też na 25-leciu kapłaństwa ks. proboszcza Hildebrandta. Zespół koncertował także poza Mosiną. O to starał się komitet opiekuńczy zespołu, który tworzyli rodzice. – Był tam pan Michalak, który pracował w zakładach zbożowych w Czempiniu i w tych okolicach organizował nam koncerty – opowiada W. Gabrielski. Dzieci wystąpiły więc w pałacu w Głuchowie i w Jarogniewicach. Grały w Iłówcu, Borówcu, Kórniku, Rogaline i wszędzie ich występ robił wrażenie. –Jak graliśmy na schodach pałacu w Głuchowie było widać, że dorośli, czy dzieci patrzą z zaciekawieniem, a nawet i z zazdrością – wspomina. W tamtych latach nie było drugiego takiego zespołu w okolicy Mosiny tej bliższej, a może i dalszej – pan Włodzimierz sobie nie przypomina. – Dzisiaj są inne czasy, każdy zamyka się w domu z komputerem, a wtedy nie było wiele rozrywek, więc taki zespół robił wrażenie.

Nagrodą dla muzykantów były wycieczki. – W pamięci utkwiła szczególne ta do Puszczykowa, która zaczęła się od zwiedzenia muzeum przyrodniczego, a dalej statkiem Janek Krasicki, popłynęliśmy Wartą do Poznania z powrotem. Na statku płynęli też inni pasażerowie, a dzieci z Mosiny dla nich zagrały.

Państwa Nadolnych, Włodzimierz Gabrielski wspomina z sympatią i serdecznością. Jaki był pan Antoni, który poza pracą w Poznaniu, wiele godzin poświęcił dla swojego zespołu? – Oprócz tego, że wykrzesał z nas wszystko co było można – mówi W. Gabrielski – był bardzo wymagający, ale przy tym bardzo ludzki i ciepły. Traktował nas po ojcowsku. Nie że karcił, ale tak powiedział, że jak ktoś miał trochę ambicji to wystarczyło. Nie puszczał nas dalej, ale jeszcze tę lekcję, czy tę gamę, czy ten utwór trzeba było powtórzyć. Nieraz człowiek wracał z taką miną spuszczoną, mówił co teraz, no nie udało się! A na następnej lekcji już było dobrze i szło się dalej. Tak jak chórzyści prof. Stuligrosza mieli w osobie pani Stuligrosz swoją matkę, tak dzieci z zespołu miały matkę w osobie ... Nadolnej, która towarzyszyła im we wszystkich koncertach. – Któregoś dnia – opowiada pan Włodzimierz – na jakiś koncert nie przybyli razem, to my powiedzieliśmy „nie jedziemy”. Pan Antoni musiał wrócić do Krosinka po żonę i ją przywieźć. Nie zawsze rodzice mogli z nami jechać, a człowiek chciałby, żeby ta mama czy ten ojciec jednak byli. Mieliśmy po 8 czy 12 lat...

Coś pozostało

W roku 1963 zespół przestał istnieć, bo Antoni Nadolny ze względów rodzinnych musiał zrezygnować z jego prowadzenia. Jednak te kilka lat zespołu Włodzimierzowi Gabrielskiemu utkwiły w pamięci na zawsze. Jak się okazało, nie tylko jemu.

Antoni Nadolny prowadząc zespół, prowadził też kronikę. – Mnie po głowie chodziło – mówipan Włodzimierz– że chciałbym dla siebie tę kronikę mieć. Zwróciłem się do rodziny pana Nadolnego z pytaniem, czy mógłbym ją dostać. Rodzina Nadolnych przekazała mu zeskanowaną kronikę, a pan Włodzimierz, chcąc się podzielić z innymi, przekazał płytę mosińskiej Bibliotece, a drugi egzemplarz do Izby Muzealnej, gdzie jej kierownik Józefa Roszak-Rosić stwierdziła, że to piękny materiał na wystawę. Tak się zaczęło dziać wokół tej wystawy, z jej przygotowywaniem i z poszukiwaniem dawnych członków zespołu, przez który przewinęło się 50, 60 osób. Dwadzieścia z nich już nie żyje, ale ponad 30 udało się zidentyfikować i odnaleźć. – Największy problem miałem z Iwoną Krajewską-Tomczak, którą w końcu znalazłem w Gdyni – opowiada o poszukiwaniach W. Gabrielski.– Wojtek Gielnik, który gra we Frankfurcie, na hasło, że jest otwarcie wystawy, wsiadł w samochód i przyjechał. I ta Iwona - przyjechała z Gdyni... Tych ponad 30 odnalezionych osób stawiło się w Mosinie 8 stycznia 2016 r., po 53 latach. –Trudno było się rozpoznać. Były wielkie emocje, nawet w którymś momencie głos mi się załamał, bo udało się odnaleźć tyle osób, tyle ich przyjechało, niektórzy z tak daleka no i pogoda w tym dniu nie była łaskawa.

Po tamtych dawnych, wspólnych latach i po nauczycielu – Antonim Nadolnym, który zmarł w roku......, pozostały dobre wspomnienia, pozostała też muzyka. Dla wielu z nich, przygoda z zespołem z dzieciństwa, to przygoda z muzyką na całe życie. Kilkoro zostało zawodowymi muzykami. – Wojtek Gielnik jest skrzypkiem, koncermistrzem filharmonii we Frankfurcie nad Odrą. Janusz Rychlewski został organistą. Stasiu Szulc grał na akordeonie, potem na organach i grał w zespołach muzycznych. Bronka Dawidziuk jest dziś prezesem mosińskiego chóru. Jej siostra Basia też śpiewa w chórze. Tomasz Pawlak był współzałożycielem jednego z poznańskich zespołów muzycznych. Są też osoby, które do dzisiaj muzykują w domach – wylicza Włodzimierz Gabrielski. On sam grał w zespole do końca jego działalności. W roku 1963 poszedł do szkoły średniej w Poznaniu, ale muzyki i skrzypiec nie porzucił. Grał na nich w mosińskim zespole „Nona” i gra do dzisiaj – na tych samych skrzypcach co w zespole i na których kiedyś grał jego dziadek.

Fot. z kroniki Dziecięcego Zespołu Muzycznego

Wystawa w Izbie Muzealnej potrwa do 10 marca.

Komentarze
Treść komentarza:
Podpis:
Dodaj komentarz
Wyszukiwarka
Generał Roman Abraham – portret dowódcy
Generał Roman Abraham – portret dowódcy
Partnerzy
Bitwa pod Mokrą
Bitwa pod Mokrą