Mocek - bohater nieznany*

JOANNA NOWACZYK

 

 

 

 

 

 

 

 

 Jest rok 1919, dziewiąty dzień stycznia, około godz. 18.00. Z poznańskich koszar przy ul. Grunwaldzkiej, na kolejowy dworzec główny wyrusza ochotniczy szwadron kawalerii. Jeszcze w tym samym dniu, odjedzie pociągiem w kierunku Szubina. Tam koncentrują się siłypowstańcze, by odbić miasto z rąk Niemców i wygrać bój o Polskę…Przez Damasławek, pociąg dojeżdża do Kcyni, do której dowozi 110 koni, 2 wozy i kuchnię polową, i jeszcze – ponad setkę ułanów z poznańskiego pułku. Wśród nich, jest 21-letni Piotr Mocek z Mosiny…

 

 

Ulica

Jest w naszym mieście taka ulica, którą przejeżdżał każdy mieszkaniec. Bo któż z nas nie był  choć raz w Rogalinku lub zatankować benzynę na mosińskiej stacji? Lecz kiedy pytam ludzi o Mocka, mało kto wie, co to za postać. Albo też mówią, udając zdziwienie, że pewnie to był jakiś…komunista. W pewnym okresie współczesnej historii przecież często bywało, że ulice miewały takich właśnie, lokalnych patronów. Nikt jednak dziś nie wie dokładnie, kiedy w Mosinie nazwano tę właśnie ulicę i czym ów Mocek na to zasłużył. W najstarszej książce meldunkowej Urzędu Miejskiego w Mosinie, pierwszy mieszkaniec to rok 1964, a nazwa wpisana jest w pełnym brzmieniu: „ulica Piotra Mocka”. Chcę się dowiedzieć czegoś więcej o tej postaci. Dziwi mnie bardzo społeczna niepamięć, bo przecież Piotr Mocek, mieszkaniec Mosiny, co wiem już na pewno - był bohaterem...

   

Nad grobem Piotra

Pod numerem 108 „Księgi zgonów na rok 1920” USC w Mosinie, ówczesny burmistrz Mayer dokonał wpisu własną ręką: „Biuro Ewidencyjne w Śremie doniosło, że Piotr Mocek, starszy ułan, z zawodu krawiec(…)umarł pod Kołaczkowem dnia 11 stycznia…”. Więc był ułanem i zginął w powstaniu – wielkopolskim, tym pierwszym zwycięskim od czasu zaborów. Tak też podają historyczne źródła, opracowania i listy strat: powstania lub Wojska Polskiego, w których poległy Piotr Mocek ma swoje numery: 21, 972, a nawet 26034. Na liście strat 15 Pułku Ułanów Poznańskich, tak jak na innych, są jego dane i informacja, że straszy strzelec 1 szwadronu Strzelców Konnych Straży Miasta Poznania, to jeden z pierwszych poległych z pułku, że zginął w walkach o Szubin, a pochowano go tutaj, w Mosinie. Jednak w księdze cmentarnej parafii św. Mikołaja z tego okresu, nie ma o tym wzmianki, bo brak jednej karty.

 – W obawie przed represjami, z jakimi spotkać się mogła rodzina powstańca, ówczesny proboszcz, ks. Haendschke, wydarł tę stronę, by zatrzeć ślady – wyjaśnia Tadeusz Małecki z Biura Parafialnego w Mosinie.

Na cmentarzu, w miejscu spoczynku ułana, dziś pochowana jest jego rodzina, która zmarła później: siostra, mąż, ich dzieci i kolejne już pokolenie. Po Piotrze Mocku nie ma tam śladu. Czy zatarł go czas?

Rodzina pamięta tego bohatera.  Jednak, gdy w roku 1939 rozpoczęła się hitlerowska okupacja, mąż siostry Piotra – Teresy – razem z sąsiadem, pod osłoną nocy, rozebrał nagrobek i gdzieś zakopał, by nie znaleźli go przypadkiem Niemcy.  

– Piotr był jednym z 11-ciorga rodzeństwa mojej matki i najmłodszym jej bratem – wyjaśnia Teresa Bielińska, siostrzenica ułana, nie bez wzruszenia mówiąc o wuju. Choć pozostało po nim tylko kilka zdjęć i nazwa ulicy, dobrze pamięta, co mówiła mama, że zginął w powstaniu, że za Polskę.

Rodzinne obawy przed represjami w czasie okupacji wcale nie dziwią, bo o pogrzebie kawalerzysty, pisała poznańska, przedwojenna prasa. Na pierwszym, poznańskim pomniku 15. Pułku z roku 1927, było wykute wśród innych nazwisko Piotra, a na pamiątkowej tablicy w koszarach Pułku przy Grunwaldzkiej, artysta plastyk prof. Kułak, uwiecznił w roku 1939 mieszkańca Mosiny napisem: „Starszy ułan Piotr Mocek”. Bo przecież Piotr, za niepodległość Ojczyzny, poniósł ofiarę największą z możliwych – oddał swoje życie.   

 

Kochani Rodzice…

Przyszedł na świat w październiku 1897 roku, w małżeństwie Piotra Mocka i Franciszki z domu Przybeckiej. Ojciec był zwrotniczym i jako pracownik kolei, mieszkał z rodziną w dzisiejszym „domku dróżnika”, przy kolejowym przejeździe do Rogalinka. Tam też w dzieciństwie mieszkał nasz bohater i stąd późniejsza nazwa ulicy. Według rodzinnych przekazów, Mockowie przenieśli się potem do domu przy Poznańskiej. Ale czy z Piotrem?

Latem 1916 roku, gdy trwała już wojna, spotkał go los ten sam, co innych młodych Polaków: został wcielony do pruskiej armii. O jego żołnierskich losach, opowiadają dziś tylko stemple na kartkach wysłanych z wojennej, przymusowej tułaczki.  

„Kochani Rodzice – pisze na jednej z nich – przesyłam wam widok wszystkich towarzyszy, którzy leżemy w jednej izbie. Proszę nie zapomnieć mi przysłać szczoteczki do zębów. Serdeczne pozdrowienia zasyłam wszystkim – Piotr.”  Kartka tej właśnie treści nadeszła z Zossen koło Berlina, gdzie stacjonowała wówczas 5 Bateria „Feld Artillerie Regiment Zossen”, czyli Regimentu Artylerii Polowej. Na jednym ze zdjęć – żołnierze w mundurach paradnych, wśród nich Piotr Mocek. Widnieje tam napis: „Przysięga 5 Baterii, 12 sierpnia 1916”… Po tej przysiędze, napisał do Jana Mocka: „Kochany Bracie. Za list Twój ci serdecznie dziękuję z urlopu. Tutaj jest bardzo ciężko, wymarsz mamy na początku września…”. Rzeczywiście, w dniu 10 września, jednostka Artylerii Polowej z Zossen wprowadzona została do działań wojennych, w ramach 25 Dywizji Landwehry. To w jej szeregach, Piotr przemierzył szlak bojowy od Aisne, gdzie trwała pozycyjna wojna, aż do Szampanii. Stamtąd jednostkę skierowano do Górnej Alzacji, a już od marca 1918, regiment tworzył 32 Zapasową Brygadę Piechoty, z którą 23 grudnia tego roku, powrócił z frontu do Niemiec. Ale to czas, gdy kończy się już I wojna światowa. W listopadzie, cesarstwo niemieckie ogarnia rewolucja, a jedenastego dnia tego miesiąca w Copmpiègne, ma miejsce rozejm Niemiec z państwami Ententy. Wtedy właśnie Polska budzi się ze snu niewoli…

 

Powstanie

Już w listopadzie 1918 r., ujawnia się w Poznaniu Straż Obywatelska, przemianowana później na Straż Ludową. W mieście tworzą się polskie struktury wojskowe. 27 grudnia w godzinach popołudniowych, w okolicach Prezydium Policji i Bazaru wybuchają walki.

Dalej wypadki potoczą się szybko. Polskie oddziały zajmują cytadelę, redutę Grollmanna, arsenał przy Wielkich Garbarach, a Komisariat Narodowej Rady Ludowej mianuje tymczasowym naczelnym dowódcą powstania Stanisława Taczaka. W dniu 30 grudnia Poznań jest wolny - koszary 6 pułku grenadierów zdobyte. Jednostka ta, pod eskortą poznańskiej kawalerii, jeszcze tego samego dnia opuszcza miasto, ale na prowincji trwa koncentracja wojsk niemieckich. Już 28 grudnia, na froncie północnym Niemcy zajmują Wrześnię, Witkowo, Gniezno, Mogilno, Inowrocław, Żnin, Szubin, Kcynię, Wągrowiec, Chodzież, Nakło. „...Wojska te mało tknięte rewolucją niemiecką, składały się z żołnierzy wrogo usposobionych dla Polaków i stały pod dowództwem oficerów. Rad żołnierskich nie miały” – pisał później jeden z dowódców powstania, Tadeusz Fenrych. Jedne z trudniejszych walk, miały stoczyć się o Szubin, który już od 8 stycznia, próbowali bezskutecznie zdobyć powstańcy. Właśnie w tej okolicy, odda Ojczyźnie swoje młode życie Piotr Mocek.   

Gdy wybucha powstanie, 27 grudnia, podporucznika Kazimierza Ciążyńskiego nie ma w Poznaniu. Ale już następnego dnia wraca z urlopu do miasta i organizuje oddział nazwany Konnymi Strzelcami Miasta Poznania, którego zostaje dowódcą. Pierwszych 17 ułanów, to byli żołnierze kawalerii pruskiej, ale zgłaszają się już następni - wśród nich Piotr Mocek. Tak tworzy się zalążek 15 Pułku Ułanów Poznańskich. Już 6 stycznia 1919 r., szwadron bierze udział w zdobyciu Ławicy, a trzy dni później, dostaje wezwanie do wsparcia oddziałów walczących o Szubin. Jest 9 stycznia 1919 roku, godziny wieczorne – z Poznania wyjeżdża pociąg do Kcyni…

 

Powietrze sprzyjało

 „Każdy, kto we wojsku służył i karabin udźwignąć zdoła, ani chwili namyślać się nie powinien!(…)Czy nie czytacie, jak zęby szczerzą ku nam zwalone potęgi pruskie? Jak gotują się, by wydrzeć nam to, co zdobyliśmy?( …)Zastąpimy im drogę własnymi piersiami i pędzi ziemi nie oddamy” –  nawoływał ówczesny Dziennik Poznański. Być może na taką odezwę odpowiedział 21-letni Piotr. Gdy w Nowy Rok, w Mosinie, szła do kościoła procesja mieszkańców, z pieśnią śpiewaną w patriotycznym uniesieniu, on szedł na czele, ze sztandarem w ręku – chciał walczyć o Polskę. Teraz, wraz z setką towarzyszy ułanów zmierza pociągiem ku swemu przeznaczeniu…

Pociąg miał postój w Damasławku. Do Ciążyńskiego nadszedł tam rozkaz: „Kawalerja pozostaje w pociągu. Konie odpaść. Ludzi odżywić i czekać rozkazu dalszej jazdy do Kcyni. Na rozkaz Paluch”. Rankiem, 11 stycznia 1919 roku, okolice Szubina otacza mgła, w która okrywa powstańcze oddziały gotowe na sygnał odbić z rąk niemieckich miasto. Zaledwie 19 kilometrów dalej, ok. 7.30 po rozładunku na stacji w Kcyni, poznański szwadron rusza do Kołaczkowa. Tam według planu, ma wysadzić tory, by nie dopuścić niemieckich posiłków w pociągu pancernym do miasta. Oddział Ciążyńskiego zdobywa wieś, bierze w niewolę 12 niemieckich żołnierzy, a ułani na rozkaz zajmują dworzec.

„…Powietrze sprzyjało, pogoda, lekki mróz i mglisto – wspominał jeden z uczestników walk o Szubin. Ponieważ nie udało się „rozerwać” toru, urządzono „barykadę na szynach z wozów, szyn i podobnych przedmiotów”. Około 20.00, zbliżył się pociąg z pancerną lokomotywą od strony Bydgoszczy. Dowódca szwadronu rozkazał: „Nie strzelać, aż Niemcy opuszczą wagony!” Gdy jednak w kierunku ułanów padły pierwsze strzały, rozpoczęła się walka - Niemcy wyszli z wagonów i uderzyli na załogę dworca. Reflektory z pociągu oświetlały polskich żołnierzy.  Wtedy właśnie padł strzał, który śmiertelnie ugodził w szyję jednego z walczących – Piotra Mocka.       

14 stycznia „Dziennik Poznański” donosił z frontu: „Szubin wzięty 11 bm. o godz. 9.00 wieczorem. Pancerny pociąg niemiecki wrócił do Bydgoszczy…Wojska nasze walczyły karnie i po bohatersku. Straty nasze stosunkowo małe…”.

W walkach o Szubin zginęło 9 kawalerzystów – to pierwsi polegli z 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Lecz wojna o Wielkopolskę trwała dalej. 16 lutego 1919 r., w Trewirze został przedłużony niemiecki rozejm z państwami Ententy. Obejmował on również front wielkopolski. Tym samym armia powstańcza została uznana za wojsko sprzymierzone. 28 czerwca 1919 r., Niemcy podpisały traktat wersalski, w wyniku którego, do Polski powróciła prawie cała Wielkopolska. Czyn zbrojny Wielkopolan zakończył się sukcesem.

Nauka o Polsce

Pod koniec stycznia, w prasie ukazują się zbiorowe nekrologi poznańskiego pułku, w których Piotra wymienia się wśród poległych w walkach o Szubin. Także rodzina żegna swego syna, brata, szwagra, kuzyna i wuja, słowami: „Ziemia ojczysta, za którą krew przelał, niech mu lekką będzie”. W „Kurierze Poznańskim” z 4 II 1919 r., Aniela Wiktorowa – Szołdrska donosi, że w dniu 24 stycznia w Mosinie, odbył się pogrzeb bohatera – starszego ułana Piotra Mocka, który „niosąc młode swe życie w ofierze, czynem dowiódł, iż nie na darmo ślubował bronić ojczystej ziemi do krwi ostatniej kropli z żył, a pozostałym dał przykład chwalebny jak prawy Polak te słowa pieśni pojmuje.”

W tej historii brak jeszcze wielu szczegółów i mnożą się znaki zapytania. Być może znajdą niedługo odpowiedź. Jedno jest jednak pewne – warto przywrócić postać Piotra Mocka lokalnej pamięci, bo jak stwierdził przed wieloma laty Marszałek Edward Rydz-Śmigły myśląc o poległych za niepodległość Ojczyzny, „trzeba, aby pamięć o nich wiecznie trwała i żyła. W naszych szkołach dzieci powinny poznawać nazwiska poległych swej gminy, czy miasta. To powinno wchodzić w program nauki i być pierwszą nauką o Polsce…”.

 

*Artykuł nagrodzony przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w konkursie o doroczne Nagrody SDP 2009 wyróżnieniem im. Jerzego Zieleńskiego za publikacje poświęcone popularyzacji wiedzy o Polsce i świecie oraz nominacją do nagrody głównej w kategorii "Publicystyka historyczna" w Konkursie Dziennikarskim Stowarzyszenia Gazet Lokalnych SGL LOCAL PRESS 2009. 

 

Laureci  konkursu SDP 2009 - informacja na stronie Stowarzyszenia Dzienniakrzy Polskich 

 

 

 

 

 

Wyszukiwarka
Mosina w 90-lecie Powstania
Mosina w 90-lecie Powstania
Partnerzy
Bitwa nad Bzurą
Bitwa nad Bzurą