Park na Budzyniu

JACEK SZESZUŁA

 

Przechodząc z rynku ulicą Krotowskiego w kierunku stadionu sportowego, musimy przejść obok Parku Miejskiego, położonego po południowej stronie tej ulicy. Jego obecny wygląd tylko trochę przypomina ten z lat 50 ubiegłego wieku.

            Otóż jego wschodnią granicę stanowiła ul. Garbarska i gospodarstwo p. Szulakiewiczowej, zachodnią – pałac i prowadząca doń aleja lipowa prowadzaca od ul. Budzyńskiej na wysokości ul. Mickiewicza a wówczas Lipowej. Sama ul. Budzyńska kończyła się na wysokości ul. Pożegowskiej a dalej była ul. Konopnickiej. Od strony południowej naturalną granicę stanowiły meandry kanału, płynącego wśród różnych gatunków drzew a od północy – granicą był ciąg ówczesnej ulicy Budzyńskiej. Park od brukowanej przed II wojna ulicy oprócz płotu oddzielał chodnik podobny do klepiska, błotnisty podczas opadów.

            Tamten park był ogrodzony od strony ulic Garbarskiej i Budzyńskiej płotem. Stanowiły go pola drewnianych łat (sztachet) umocowanych na murowanych ceglanych słupach. Wejścia do parku prowadziły przez dwie drewniane dwuskrzydłe bramy zbudowane podobnie jak pola płotu oraz furta na narożniku od strony ul. Garbarskiej i Budzyńskiej, które na noc były zamykane. Jak na dworski park przystało, miał stosunkowo duży drzewostan. Wzdłuż ulic Budzyńskiej i Garbarskiej rosły liczne kasztanowce, pięknie kwitnące w maju. Przy alejkach parkowych i w zakątkach kwitły białe i fioletowe kępy bzów. Bliżej pałacu m.in. klony, rozsiewające słodkie zapachy podczas kwitnienia akacje, lipy oraz dąb, który jest obecnie pomnikiem przyrody.

            Zapamiętałem, że park w tamtym okresie był zadbany. Z bram i furty przy ul. Garbarskiej wchodziło się do parku i dalej przemieszczało wygracowanymi, zadbanymi  alejkami. Co jaki czas , pracownicy dbający o czystość miasta  okopywali te dróżki ruchu. Przy alejkach znajdowały się liczne też zaciszne miejsca z ławeczkami. Na dużym trawniku, który rozciągał się w miejscu obecnego parkingu przylegającego do ul. Garbarskiej i Mostowej w jej szerokości a ograniczonego kanałem, był pośrodku klomb kwiatowy, który mienił się barwami kwiatów. Po jego przeciwnej stronie, patrząc w kierunku pałacu, była duża piaskownica. Przy niej, przy bzach a pod cieniem drzew, mamy siedząc na ławeczkach rozprawiały sobie i „sztrykowały” na drutach a ich dzieci bezpiecznie piekły babki z piasku, budowały zamki, bawiły się piłką … Patrząc z tego miejsca w kierunku dzisiejszego mostu, teren łagodnie opadał, tworząc małą lekko zadrzewioną łąkę. Tam w ciepłe, letnie dni, rodzice siedzieli na kocach a dzieci pluskały się w przejrzystej i płytkiej wodzie kanału, a po drugiej stronie w kierunku zbiegu ulic Śremska, Wawrzyniaka i Leszczyńska – szumiały łany żyta. W miejscu gdzie obecnie znajduje się lecznica dla zwierząt a po jej przeciwnej stronie w zakolu kanału, była tzw. „kepówka” zbudowana z wyciętych prostokątów „dorny”. Starsi chłopcy skakali „na główkę”, urządzali wyścigi pływackie, nurkowali. Po drugiej stronie w sosnowym lasku budowali swoje ziemianki.

            Przed pałacem był też mały obsadzony kwiatami klomb. Po prawej stronie pałacu (patrząc na jego front), na placu między drzewami, odbywały się różne festyny, zabawy organizowane przez różne miejscowe stowarzyszenia, czy klub sportowy … Na platformie konnej wozu magistrackiego „rżnęła” do tańca orkiestra. Tańczono początkowo na klepisku ziemnym, później zbudowano do tych celów betonowy krąg. W ciągu alei lipowej będącej drogą do pałacu pod tyłami drewnianych szop, rozkładały się stoiska handlowe m.in. z: piwem, oranżadą, watą cukrową, cukierkami, ciastkami, parówkami, odpustowymi kogucikami do robienia hałasu, wiatraczkami i innymi świecidełkami przyciągającymi uwagę przyszłego klienta. Obowiązkowo musiało być strzelanie wiatrówką do tarczy o niezwykle „cenne” nagrody jak i koło szczęścia z p. Wawrzynem Walczakiem, który sprzedawał losy. Oczywiście wszystkie były wygrane. Jeszcze dzisiaj słyszę tubalny głos p. Walczaka wykrzykującego swoje słynne „komu, komu bo idę do domu”, aby zachęcić do kupienia losu. W tym akuratnie wypadku, ogrodzenie parku i dodatkowa siatka rozciągnięta na słupkach betonowych w rejonie obecnego pomnika przyrody pomagała w zbieraniu opłaty za udział w imprezie. Coś z tego przy przyjeździe karuzeli na okolicznościowe wydarzenia pozostało do dzisiejszych dni, tylko w innym wydaniu.

            Co było ciekawym, jakoś wówczas nie było większych przypadków bezmyślnego wandalizmu. Jednak z upływem czasu park tracił systematycznie swój charakter „pięknej zielonej wysp”. Prace przy regulacji kanału spowodowały wycinkę nadbrzeżnych drzew, prostowanie zakoli i występujących meandrów było pożegnaniem z jego urokami i malowniczością. Potem zlikwidowano bramy, ogrodzenie powoli niszczało. Pod koniec lat 80 park został „przecięty”. Aby usprawnić ruch i odciążyć ul. Poznańską, została pobudowana ul. Mostowa z mostem na kanale. Zburzone zostały dwa domy pomiędzy posesjami Władysława Kleibra i Jarogniewa Noskiewicza. Ich miejsce zajęło rondo i dalej przedłużenie ul. Mostowej w Szosę Poznańską. Taka była jednak pilna potrzeba komunikacji w mieście. Życie pokazuje, że na chwilę obecną jednak już to nie wystarcza.

A nasz ocalały i pokiereszowany park? Jestem przekonany, że podobnie jak pałac wymaga rewitalizacji oraz zdecydowanego i zaplanowanego w tym kierunku działania, aby przywrócić mu właściwą funkcję wypoczynkowo – rekreacyjną, która jest do niego przypisana. Być może w nawiązaniu do tego co już się kiedyś sprawdziło.

Potrzeba zachowania jego wyglądu i dawnej funkcji powoduje konieczność zwrócenia się do Szanownych Czytelników gazety  z apelem o podzielenie się uwagami na powyższy temat, jak i o udostępnienie zdjęć będących w Państwa posiadaniu, które dokumentują dawny wygląd parku.

Kontakt: informator@mosina.pl

Komentarze
Treść komentarza:
Podpis:
Dodaj komentarz
Wyszukiwarka
Wojenne losy Mosiny i jej mieszkańców
Wojenne losy Mosiny i jej mieszkańców
Partnerzy
Bitwa nad Bzurą
Bitwa nad Bzurą