Pamięć o 17 września 1939 r.

JOANNA NOWACZYK

 

 

W tym roku mija 75 rocznica agresji ZSRR na Polskę. 17 września 1939 r., Armia Czerwona bez wypowiedzenia wojny, wkroczyła na tereny II Rzeczypospolitej, walczącej już od 1 września z III Rzeszą. Agresja ta zmusiła Polskę do walki na dwa fronty – z dwiema potęgami militarnymi i przyspieszyła załamanie polskiego oporu... Bezpośrednim uczestnikiem tamtych zdarzeń, był nieżyjący już Marian Dobrowolski pochodzący z Mosiny.

 

Przed 75 laty, 17 września 1939 r., Armia Czerwona łamiąc prawo międzynarodowe i polsko-radziecki pakt o nieagresji z 1932 r. (który miał obowiązywać do 31 grudnia 1945 r.) oraz protokół „o dobrosąsiedzkich stosunkach” z 1938 r., bez wypowiedzenia wojny wkroczyła na tereny II Rzeczypospolitej, walczącej już od 1 września z III Rzeszą. W ten sposób ZSRR wypełniał sojusznicze zobowiązania wobec Niemiec zawarte w Pakcie Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku. Agresja ta zmusiła Polskę do walki na dwa fronty, z dwiema potęgami militarnymi. Napad ZSRR przyspieszył załamanie polskiego oporu, zniweczył próbę podjęcia walki na przedmościu rumuńskim i odciął drogi ewakuacji do Rumunii.

Rezultatem tej inwazji był upadek Polski, Litwy, Łotwy i Estonii, a tym samym całkowita geopolityczna przebudowa Europy Środkowo-Wschodniej. Traktat o granicach i przyjaźni między III Rzeszą a ZSRR, tzw. II traktat Ribbentrop-Mołotow, podpisany 28 września 1939 r., ustalił czwarty rozbiór Polski. W dołączonym do niego tajnym protokole ZSRR przekazał III Rzeszy „prowincję Lublina” i część „prowincji Warszawy”, a Niemcy zrewanżowali się, wyrażając zgodę na włączenie w strefę wpływów ZSRR niepodległej jeszcze Litwy. Podział ten wpłynął na kształt dzisiejszych granic Polski. Na zajętych przez ZSRR Kresach Armia Czerwona dopuściła się wielu zbrodni wojennych i mordów na ludności cywilnej. W latach 1940–1941 na Syberię, daleką Północ i Azję Środkową wywieziono setki tysięcy osób, a drugie tyle poddano nieludzkim represjom. Około 25 500 jeńców wojennych rozstrzelano w Katyniu, Charkowie, Twerze. Było wśród nich 15-tu żołnierzy związanych z Ziemią Mosińską. Bezpośrednim uczestnikiem tamtych wrześniowych zdarzeń, był Marian Dobrowolski z Mosiny, który przed kilkunastoma laty przekazał swoje wspomnienia „Biuletynowi Mosińskiemu”.

 

17 września 1939

Marian Dobrowolski urodził się w Mosinie w roku 1920. Po ukończeniu Gimnazjum w Poznaniu wstąpił do Szkoły Podchorążych Rezerwy w Gnieźnie przy 17-tej Dyw. Piechoty. Latem 1939 r., po zakwalifikowaniu się do zawodowej Szkoły Podchorążych Piechoty, został przeniesiony do 68 Pułku Piechoty we Wrześni, gdzie zastała go wojna...

- 17 września 1939 roku rano – wspominał – kiedy znalazłem się z resztą kompanii kpt. Fetkowskiego w Włodzimierzu Wołyńskim, dowiedzieliśmy się o wkroczeniu do Polski wojsk rosyjskich. Zostaliśmy zakwaterowani w koszarach pułku artylerii i szkoły podchorążych artylerii i przydzieleni do grupy generała Smorawińskiego, organizującej się z resztek wycofujących się i przybywających oddziałów.

Wiadomości otrzymywane w ciągu dnia przez radio, nic nie mówiły jeszcze o intencjach sowieckich, o szybkości posuwania się ich na zachód w głąb Polski, więc żadnych rozkazów lub wytycznych, jak należy się zachować przy spotkaniu z Sowietami nie było. Żołnierzy zastanawiał jedynie fakt, że lotnictwo niemieckie, które cały czas atakowało po drodze, tego dnia ani miasta, ani koszar nie bombardowało...

- O godzinie ok. 4 rano następnego dnia, obudził nas ruch motorów na zewnątrz koszar i kiedy spojrzałem w okno, ujrzałem lufę czołgu sowieckiego z dużą czerwoną gwiazdą na boku, skierowaną prosto w okno naszego bloku – relacjonował we wspomnieniach M. Dobrowolski. – Bardzo prędko dowiedzieliśmy się, że koszary są otoczone czołgami i że mamy się zebrać wszyscy o 9 rano na placu ćwiczeń, gdzie odbędzie się podobno jakaś rejestracja i ma być zorganizowany transport do Lwowa. Mają być wydane odpowiednie zaświadczenia, przepustki lub bilety na pociągi dla tych, którzy nie chcą się już bić z Niemcami i chcą wracać do swoich domów. Ci którzy chcą się dalej bić, będą odtransportowani do specjalnie dla tego celu przygotowanych punktów zbornych. Na zbiórce mają stać w osobnych grupach podoficerowie i żołnierze, osobno oficerowie i podchorążowie, a w tych grupach osobno ci, co nie chcą się już bić i osobno ci, którzy chcą w dalszym ciągu walczyć z Niemcami...

 

Decyzja dowódcy

Generał Mieczysław Smorawiński, w chwili wybuchu II wojny światowej  był dowódcą Okręgu Korpusu Nr II w Lublinie. Organizował tam mobilizację oddziałów oraz bazy zaopatrzenia dla walczących oddziałów. Do 14 września 1939 r. przebywał w Lublinie, a następnie udał się zgodnie z rozkazem Kwatermistrza Wojska Polskiego początkowo do Kowla, a potem do Włodzimierza Wołyńskiego.

17 września 1939, po agresji ZSRR na Polskę i wkroczeniu wojsk Armii Czerwonej do wschodniej Polski, Smorawiński zakazał podległym mu oddziałom atakowania żołnierzy Armii Czerwonej, a także podjął decyzję o demobilizacji szeregowych i podoficerów, a pozostałym doradzał przebijanie się do Rumunii i na Węgry. Po dotarciu Armii Czerwonej do Włodzimierza Wołyńskiego rozpoczął z nimi pertraktacje, a 20 września 1939 r., zgodnie z porozumieniem, miał udać się z podległymi oddziałami w kierunku Bugu, lecz po wyruszeniu kolumna został zatrzymana, a następnie ogłoszono, że od tego momentu są jeńcami wojennymi.

 

W kolumnie jeńców

Jako podchorąży, Marian Dobrowolski znalazł się w grupie oficerskiej, która liczyła, jak wspominał, chyba z 50 oficerów, w tym kilku podchorążych, z 500 żołnierzy i podoficerów. Odmaszerowali z koszar prawie natychmiast,  każdy miał jeszcze broń boczną lub szable oficerskie. Maszerowali kolumną, w kierunku północno-zachodnim, na szosę do Uściługa, za nimi  toczył się czołg, a naprzodzie szło kilku oficerów sowieckich. Po godzinie marszu pojawiły się jeszcze 2 czołgi, a kolumnę otoczył oddział piechoty sowieckiej, w pełnym uzbrojeniu, z bagnetami na karabinach, zachowując się brutalnie, z popychaniem. Zaczęła się bardzo dokładna rewizja.

- Odebrano nam broń, wszystkie zegarki, zapalniczki, pieniądze i to, co się rewidującym żołnierzom spodobało – opisywał to zdarzenie. – Po ukończeniu rewizji, nie zwracając uwagi na protesty naszych oficerów, a szczególnie gen. Smorawińskiego, żołdacy sowieccy (niektórzy zamiast pasów na karabinach mieli z zwykłe sznurki albo linki, a zamiast butów tzw. walonki), ustawili nas w czwórki zaczęli prowadzić w szybkim tempie, tym razem w kierunku miasta. Było już popołudnie i jak dotąd nie mieliśmy nic do jedzenia...

W Uściługu, jak wspomina dalej M. Dobrowolski, na chodnikach zgromadził się tłum, który zaczął krzyczeć do maszerujących, polskich żołnierzy, że coś ich czeka i obrzucać kamieniami. – Zauważyłem, że byli to ludzie w większości krzyczący albo po rosyjsku, albo po ukraińsku. Obstawa sowiecka nie reagowała. Niektórzy oficerowie szli już pokrwawieni – dodaje wspominając.

 

 

Droga do Łucka

Po kolejnych godzinach marszu w kierunku Łucka, kolumna jeńców doszła do dużej polanki w lesie, na której stały 2 samochody ciężarowe, każdy z czterema sprzężonymi karabinami maszynowymi skierowanymi kierunku polskich żołnierzy.

 – Spędzono nas na tą polankę i kazano się ustawić w dwuszeregu przed tymi samochodami. Muszę się przyznać, że w tym momencie, tak jak i wszyscy, spodziewałem się najgorszego, że po prostu nas tu wykończą – napisał Dobrowolski. – Ktoś zaczął płakać, ktoś zaczął się głośno modlić. Kazano nam usiąść na trawie i czekać. Pozwolono nam też załatwiać się na brzegu polanki, ale za każdym razem szedł za nami żołnierz sowiecki z karabinem w pozycji gotowej do użytku! Po pewnym czasie przyjechał samochód i dano nam chleb i „czaj” (herbatę) i kazano się układać na trawie, bo tu spędzimy noc. Rano prawie o świcie, zgoniono nas na drogę i zaczął się marsz na nowo. Gen. Smorawiński próbował interweniować u dowódcy konwoju, ale na wszystkie pytania uzyskał odpowiedź, że idziemy do Łucka, tam wszyscy będą zarejestrowani i wtedy dostaną przepustki na powrót do domu, bo „wojna już się skończyła”.

Ten morderczy marsz trwał 5 dni...

 

Komentarze
Treść komentarza:
Podpis:
Dodaj komentarz
Wyszukiwarka
Mosina w 90-lecie Powstania
Mosina w 90-lecie Powstania
Partnerzy
Bitwa nad Bzurą
Bitwa nad Bzurą