Nauczyciel

JOANNA NOWACZYK

 

Przed wojną był nauczycielem– uczył dzieci z Żabinka i okolic. Przy leśnej drodze do Nowinek stoi jeszcze wiekowy dom, w którym jeszcze w latach 70. mieściła się szkoła. Dziś to własność prywatna, ale na frontowej ścianie przy wejściu, widać ślady po zdjętej przed laty tablicy. Tutaj, od 1932 r. do wybuchu II wojny światowej, pracował i mieszkał wraz z rodziną Alojzy Kujath. 20 października 1939 roku, hitlerowcy rozstrzelali go wraz z innymi zakładnikami na mosińskim rynku…

Najstarsi mieszkańcy Żabinka jeszcze go pamiętają.– Nauczyciel to był bardzo dobry. Uczył mnie w I i II klasie. Był bardzo uprzejmy dla wszystkich, także dla żony i dla dzieci – wspomina Alojzego Kujatha Zofia Dutkowska, która z chwilą wybuchu wojny miała 9 lat. Pani Zofia często bywała w przyszkolnym mieszkaniu Kujathów, bawiła się z ich dziećmi – jej mama chodziła tam sprzątać. – Zawsze podał mamie coś do jedzenia, bo nas była czwórka dzieci, to też za wesoło nie było – opowiada. Pamięta jak wybuchła wojna. Pamięta, bo była wtedy z mamą u Kujathów, że przyszedł jeden Niemiec, który mieszkał we wsi, który ostrzegał, że będą rozstrzeliwać i żeby Alojzy Kujath uciekał. A on powiedział: „Ja nie opuszczę swojej żony i dzieci!”

20 października ojciec pani Zofii, podobnie jak inni mężczyźni z okolicy, musiał się stawić na rynku w Mosinie, na godz. 16.00. Był to czas wykopek, więc reszta rodziny kopała ziemniaki na polu, gdy w pewnej chwili niebo zrobiło się całkiem czerwone. Mama pani Zofii powiedziała wtedy: „Zobaczcie co się robi, chyba niebo się pali”, jakby jakiś znak. –Potem ojciec przyjechał i mówi, że krew się w Mosinie polała…

 

Pamięć dziecka

Po rozstrzelaniu Alojzego Kujatha, jego żona Jadwiga z dwójką ich dzieci musiała opuścić Żabinko i zamieszkała w Poznaniu. – Mój brat i mama już nie żyją – wyjaśnia Aldona Rybak, córka nauczyciela z Żabinka, która Mosinę odwiedza co roku, by pomodlić się nad grobem ojca.– Miałam wtedy trzy latka – zaczyna swoją opowieść. Pamięta, że przed rozstrzelaniem tata skądś wrócił. Zapewne brał udział w kampanii wrześniowej, ale ona nie wie gdzie był i w jakiej jednostce służył. Był podchorążym. W roku 1931 ukończył kurs baonu podchorążych rezerwy piechoty w Śremie, w I Kompanii Strzeleckiej…

– Taki był nauczyciel Liczbański, kolega mojego taty – relacjonuje pani Aldona. – On przyszedł do ojca i mówił: „Uciekaj, bo nauczycieli aresztują”. Ale mój ojciec podobno powiedział: „Ja nie zrobiłem nikomu nic złego, ja mam uciekać, zostawić dom i pracę, małe dzieci?” No i został. Wiem to od mojej mamy, bo powtarzała stale: „Dlaczego nie posłuchał!” Osobiście pamiętam, jak przyszedł Niemiec po mojego tatę – ja takie dziecko…. Do dziś widzi obraz ojca, jak opiera na czymś nogę, na jakimś taborecie, czyści buty przed wyjściem i wychodzi z tym Niemcem. Aldona Rybak wie, że aresztowani przetrzymywani byli w mosińskiej bóżnicy. Była tam razem z mamą. Pozwolili ojcu stanąć w drzwiach, a on prosił o różaniec i książeczkę do nabożeństwa. Resztę zna z opowiadań mamy, lub cioci i babci. To właśnie babcia opowiedziała jej, że gdy ojciec siedział w bóżnicy, Niemcy wezwali jej mamę do magistratu. Babcia poradziła wówczas mamie, żeby nie szła sama, żeby wzięła ze sobą dzieci. Aldona Rybak wie od babci, że w urzędzie była jakaś rozmowa po niemiecku i że przyszedł niemiecki oficer. – Babcia stale mówiła, że całe szczęście, że mama jej posłuchała, że nas zabrała, bo chyba ten Niemiec miał też swoje dzieci i kazał mamę puścić. Nie wiadomo przecież, co by się z nią stało, gdyby poszła sama. „Pan Bóg mnie natchnął”, mówiła babcia

20 października 1939 roku., na oczach mieszkańców Alojzy Kujath, a z nim 14 innych polskich zakładników, zostali rozstrzelani przez niemiecki pluton egzekucyjny.

 

Oczyma duszy

Alojzy Kujath przyszedł na świat 5 czerwca 1910 r. w Żerkowie koło Jarocina. Jego ojciec Władysław był kierownikiem cegielni w Krotoszynie. Tam też mieszkał razem z rodziną od roku 1923. Z tego okresu pochodzi dokument – zaświadczenie, w którymniejaki ksiądz Stankowski z Krotoszyna napisał: „Alojzy Kujath jest bardzo dobrem i przykładnem chłopcem – cały dom – cała rodzina Kujathów jest bardzo religijna i patriotyczna”. Dokument opatrzony jest datą 3 czerwca roku 1929 …

Jadwigę Alojzy poznał podczas studiów w Poznaniu. W Żabinku pod Mosiną dostał pierwszą swoją pracę. – Mieszkaliśmy w szkole, tam urodziłam się ja i mój brat, a chrzczono nas w kościele w Żabnie – wspomina pani Aldona. – Mój ojciec co niedzielę, to wiem od mamy, grywał tam podczas mszy na organach – dodaje.

Po Alojzym Kujacie pozostały też inne pamiątki. Na pożółkłej kartce poeta o pseudonimie „O” z Żabinka napisał miłosny wiersz do czarnowłosej „Jadzi”, opatrzony datą 5 XI 1932 roku. – To wiersz mojego ojca. Wszyscy mówili do niego „Olek” – wyjaśnia A. Rybak. – Z treści wynika, że mama go nie chciała, albo się posprzeczali, dlatego on to dla niej napisał – przypuszcza pani Aldona. – Wiem, że w Żabinku chwalili bardzo ojca, że zawsze miał dla dzieci cukierki albo dropsy i często tak nagradzał…

Jeszcze w latach 60. bywała z mamą w Żabinku, a czasem mam jechała tam sama. Mówiła potem do córki: „Jak tego ojca wychwalają wszędzie, jak mnie widzą, wołają – pani Kujathowa przyjechała!” – Jedna osoba opowiedziała nam kiedyś, co na wsi mówią, że w jakimś miesiącu widzą ojca, że popłoch się zrobił, bo pan Kujath się pojawił, a to oczyma duszy pewnie widzieli…

 

Na podstawie artykułu własnego: Nauczyciel z fotografii, Fakty Mosińsko-Puszczykowskie nr 4/25 III 2010.

 

 

Fot. Izba Muzealna w Mosinie.

 

 

Komentarze
Treść komentarza:
Podpis:
Dodaj komentarz
Wyszukiwarka
90 rocznica wybuchu Powstania Wlkp.
90 rocznica wybuchu Powstania Wlkp.
Partnerzy
Bitwa nad Bzurą
Bitwa nad Bzurą