Kanałami ze Starówki do Śródmieścia. Pamiętajmy

JOANNA NOWACZYK

„1 września 1944 r. rano, po nieudanej próbie poprzedniej nocy przebicia się ze Starego Miasta do Śródmieścia, byliśmy pewni że nie pozostanie nam nic innego, jak tylko zostać na Starówce i bić się z Niemcami do ostatniego. Byliśmy zupełnie odcięci i okrążeni. Po 33 dniach walk na obszarze utrzymanym przez nas pozostało tylko kilka bloków mieszkalnych w których wszystkie budynki były zniszczone, albo przez naloty, artylerię lub przez ogień. Zdziesiątkowane, nieudaną próbą przebicia, oddziały powróciły do swoich poprzednich stanowisk i barykad, zabierając swoich rannych i grzebiąc zabitych... – wspomnienie jednego z powstańców warszawskich przywołuje pamięć o heroicznym czynie zbrojnym Polaków, także tych z Ziemi Mosińskiej. Jednym z nich właśnie, autorem tego wspomnienia, był Marian Dobrowolski – mieszkaniec przedwojennej Mosiny.

Marian Dobrowolski, rocznik 1920, był harcerzem mosińskiej, przedwojennej 19. Drużyny im. Bolesława Chrobrego. W roku 1938, po ukończeniu Gimnazjum w Poznaniu wstąpił do Szkoły Podchorążych Rezerwy w Gnieźnie przy 17. Dywizji Piechoty. Latem 1939 r., po zakwalifikowaniu się do zawodowej Szkoły Podchorążych Piechoty, został przeniesiony do 68. Pułku Piechoty we Wrześni - tam zastała go wojna. 18 września, we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie znalazł się z jednostką, dostał się do sowieckiej niewoli, z której udało mu się uciec. Zachowało się jego wspomnienie opublikowane w „Biuletynie Mosińskim” nr 8/2002, ze szczegółowym opisem tych wydarzeń. Po ucieczce, Marian Dobrowolski dotarł do Warszawy. Tu w roku 1940 wstąpił do Związku Walki Zbrojnej i włączył się w konspiracyjną działalność organizacji i walkę w szeregach Armii Krajowej.

 

1 sierpnia 1944 r. o godzinie 17.00 w Warszawie wybucha powstanie. Walka podjęta w kilku dzielnicach równocześnie, toczy się z różnym rezultatem. Największe zdobycze terytorialne powstańców to obszar Śródmieścia, Starego Miasta i wschodniej części Woli. Warszawska Starówka zyskuje największą przestrzeń wolną od wroga. Ale w prawobrzeżnej, wschodniej dzielnicy Pradze walka trwa zaledwie 3 dni. 11 sierpnia pada Ochota i Wola, a Niemcy odcinają od Śródmieścia Stare Miasto, gdzie od 12 sierpnia rozpoczyna się ciężka walka, by je utrzymać. Niemcy atakują Starówkę przy użyciu artylerii, lotnictwa, pociągu pancernego, miotaczy min, goliatów i kanonierki pływającej po Wiśle. Wśród tysięcy bohaterskich żołnierzy broniących Starego Miasta jest Marian Dobrowolski walczący w Grupie „Północ”.

Po nieudanych próbach połączenia się z Żoliborzem i przebicia się do Śródmieścia, gdy obszar obrony na Starówce drastycznie się skurczył, dowództwo podjęło decyzję o ewakuacji oddziałów powstańczych kanałami do Śródmieścia i na Żoliborz.

Ten dramatyczny marsz opisał Marian Dobrowolski:

Sytuacja była krytyczna. Wreszcie, gdzieś około godz. 21-szej płk. „Wachnowski” Karol Ziemski ps. Wachnowski – dowódca Grupy Północ: przyp. red] )otrzymał od dowódcy Okręgu rozkaz opuszczenia Starówki i wydał do wszystkich pozostałych oddziałów rozkaz rozpoczęcia i porządku ewakuacji. Porządek ten był ustalony tak, aby oddziały odskakiwały obronnie od swych pozycji o określonych godzinach, podchodziły do włazu w małych grupach, które miały otrzymać wyznaczonych przewodników. Porządek ewakuacji ustalał również, że pierwsi szli ranni, potem część ludności cywilnej, a następnie oddziały powstańcze bez broni (w tym około 150 niemieckich jeńców) i na końcu szły grupy oddziałów z bronią. Ostatnie grupy oddziału osłonowego „Gozdawa” schodziły do kanału 2 września między godz. 14:30 a 16-tą. Niemcy znajdowali się już wówczas około 50 metrów od włazu.
Wśród świstu kul i wybuchów pocisków doskakiwaliśmy do otworu pojedynczo, gdyż tylko jedna osoba mogła wejść i zmieścić się we włazie. Schodziło się w dół po metalowej drabinie, chyba jakieś 5 do 6 metrów, wchodząc na samym spodzie w owalny kanał wysokości, może półtora metra, w który aby wejść trzeba było się pochylić. I tak szliśmy, jeden za drugim, w kierunku południowym pod ulicą Miodową do Krakowskiego Przedmieścia. Początkowo szliśmy w mazi błotnej na spodzie kanału, w niektórych miejscach prawie do kostki, w zupełnej ciemności starając się nie pośliznąć i utrzymać łączność dotykając albo trzymając się pasa jeden drugiego. Przed wejściem do kanału byliśmy uprzedzeni przez specjalne przewodniczki aby nie odzywać się, nie robić hałasu gdyż przechodzić będziemy pod włazami na terenie opanowanym przez Niemców, gdzie były już wypadki wrzucania przez nich granatów, gdy usłyszeli jakiekolwiek szmery lub odgłosy przesuwających się na dole powstańców. Kanały były używane podczas Powstania przez specjalnie przeszkolone łączniczki i kurierki do przenoszenia rozkazów, meldunków i innych wiadomości. Poza tym były tam także zainstalowane druty dla łączności telefonicznej.

Szliśmy więc powoli, przystając bardzo często, gdyż przewodniczki idące na czele zatrzymywały się przed dojściem do włazów i same, ostrożnie, jak najciszej przechodziły najpierw pod nimi i dopiero po ich przejściu przechodziła, również powoli, reszta maszerujących w kanale. To był najtrudniejszy i najbardziej wyczerpujący odcinek marszu., gdyż kanał znajdował się pod ulicą Miodową, całkowicie opanowaną przez Niemców. Posuwanie się w pozycji pochylonej i w dodatku z bronią było bardzo trudne. Czasami ktoś ranny pośliznął się i trzeba go było podnosić i pomagać mu. Niektórzy niecierpliwili się i obawiali, że stracą łączność i zabłądzą w ciemnościach. Inni, wyczerpani nerwowo i fizycznie, krzyczeli i trzeba ich było uspokajać, czasami nawet siłą.

Doszliśmy wreszcie do połączenia, tego niskiego kanału, z dużym kanałem – burzowym, i tu można już było się wyprostować, a poza tym było w nim znacznie suszej. Dostaliśmy wiadomość, od przodu, że mamy zdwoić ostrożność i ciszę, gdyż włazy do tego kanału są większe i niektóre podobno obstawiane psami. Liczyliśmy jednak na fakt, że było już późno i ostrożność Niemców będzie poważnie zmniejszona.

Niemniej posuwaliśmy się wolniej niż przedtem aby robić jak najmniej hałasu. Odpoczywaliśmy też częściej. Przewodniczki znały trasę doskonale. Po 3 godzinach dalszego marszu znaleźliśmy się pod włazem na ulicy Wareckiej, przez który widać było niebo i słychać polskie głosy powstańców ze Śródmieścia, którzy czekali by pomóc nam przy wyjściu z kanału. Wychodziliśmy na zewnątrz potwornie zmęczeni ale i zdumieni widząc... drzewa jeszcze pełne liści i całe szyby w oknach budynków, czego nie widzieliśmy już od paru tygodni na Starówce. Była też jeszcze i bieżąca woda na niektórych kwaterach, prawdziwe łóżka, materace i żywność. Co za luksus! Odpoczynek trwał tylko kilka dni gdyż otrzymaliśmy nowe przydziały, by trwać dalej w walce z wrogiem.

Nigdy nie zapomnę tego podziemnego marszu ku wolności. Kanały warszawskie zaważyły o losach życia i śmierci ponad 5 000 powstańców, z którymi zdążyło przejść również kilka tysięcy ludności cywilnej...

Prawda o Powstaniu Warszawskim, a tym samym o walkach na Starówce, była tłumiona i zafałszowana przez władze komunistyczne PRL-u przez 30 lat. Dopiero, dzięki ciągłemu ujawnianiu faktów i kłamstw przez Legalny Rząd Polski w Londynie, przez Radio Wolna Europa i przez wszystkie polskie środowiska kombatanckie na uchodźstwie, 2 września 1974 roku została odsłonięta, na ścianie odrestaurowanego budynku Archiwów Sądów, naprzeciwko pamiętnego włazu, skromna, blaszana tablica z następującym napisem:

„Tym kanałem po bohaterskiej obronie Starego Miasta – Starówki przeszło do Śródmieścia i na Żoliborz 5366 powstańców Grupy Północ.”

Po wojnie Marian Dobrowolski znalazł się na emigracji – początkowo w Londynie, następnie w Stanach Zjednoczonych, w kalifornijskim Coronado, gdzie mieszkał do końca życia. Za swoją działalność w Armii Krajowej i udział w powstaniu warszawskim został odznaczony przez Rząd RP na Uchodźstwie: Krzyżem Walecznych, Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczem, Krzyżem AK i Medalem Wojska Polskiego, a przez Prezydenta RP Lecha Wałęsę – Złotym Krzyżem Zasługi. Po roku 1989 Marian Dobrowolski przebywał dwukrotnie w kraju z ramienia organizacji państwowej International Executive Service Corps, pomagając firmom polskim w przestawieniu się na system gospodarki wolno-rynkowej. Chociaż większość życia spędził na obczyźnie, nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach. Z Mosiną, którą odwiedzał, a  – zwłaszcza z mosińskimi harcerzami, utrzymywał bliskie kontakty. Zmarł w roku 2007 w wieku 87 lat.  

 

Joanna Nowaczyk

 

Wspomnienie Mariana Dobrowolskiego „Kanałami ze Starówki do Śródmieścia” opublikowane zostało w „Biuletynie Mosińskim” nr 8/2002.

Fot. Wizyta Mariana Dobrowolskiego w Mosinie w roku 2005 – spotkanie z harcerzami. Fot. Wojciech Konieczny, źródło: Czas Mosiny nr 2(5)czerwiec 2002.

...............

Pamiętajmy

1 sierpnia, punktualnie o godzinie 17.00, 74 lata od wybuchu powstania warszawskiego, w polskich miastach zawyły syreny. Ten symboliczny sygnał oznajmiający historyczną godzinę „W”, to hołd złożony bohaterskiej Warszawie i heroizmowi tysięcy walczących o nią i o niepodległą Polskę powstańców. Co roku tę ważną dla Polaków rocznicę, uroczystymi obchodami upamiętnia sama Warszawa, a w warszawskich wydarzeniach rocznicowych udział bierze Grupa Rekonstrukcji Cywilno-Militarnej Semper Fidelis z Lubonia.

Kilkukilometrowym przemarszem ulicami stolicy, rekonstruktorzy w umundurowaniu powstańców, przypominali przechodniom o wydarzeniach z sierpnia 1944 r., o bohaterach walczących i ginących na barykadach tego miasta.

27 września 1944 r. przy ul. Dworkowej na warszawskim Mokotowie, Niemcy rozstrzelali wziętych do niewoli 140 powstańców – w większości żołnierzy batalionu „Baszta”, którzy podczas próby ewakuacji z Mokotowa na Śródmieście, omyłkowo wyszli z kanału w pobliżu komendy niemieckiej żandarmerii… Pod pomnikiem upamiętniających to tragiczne wydarzenie, grupa Semper Fidelis uczestniczyła w oprawie uroczystości upamiętniającej pomordowanych w tym miejscu AK-owców. Ta podniosła uroczystość była okazją do spotkania i bezpośrednich rozmów z kombatantami – prawdziwymi bohaterami powstania.
Na trasie warszawskiego marszu rekonstruktorów, położone było także Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie jak co roku, także zaznaczyli swoją obecność. Z kolei na Starym Mieście, grupa udzieliła wsparcia Kapeli Sztajer w ulicznym śpiewaniu powstańczych piosenek. Punktualnie o 17.00, kiedy dźwięk syren zasygnalizował światu wybicie godziny „W”, rekonstruktorzy Semper Fidelis oddali hołd warszawskim powstańcom na Rynku Starego Miasta. Zwieńczeniem marszu rekonstruktorów i ich udziału w obchodach 74. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, była obecność na Placu Józefa Piłsudskiego podczas wieczornego koncertu  „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”. Wspólny śpiew  piosenek z powstania przez wielotysięczny tłum zabrzmiał jak apel poległych, hymn wdzięczności dla powstańców Warszawy, tych co już odeszli i tych jeszcze żyjących, obecnych w tym miejscu, w tym szczególnym, rocznicowym dniu.

W warszawskich obchodach Grupa Rekonstrukcji Cywilno-Militarnej Semper Fidelis wzięła udział już po raz czwarty, realizując w ten sposób formę poglądowej lekcji historii. – Nie oceniamy powstania, ani jego uczestników – mówi o przeżyciach związanych z tym wydarzeniem Sergiusz Myszograj, szef Semper Fidelis. – Studium zła i dobra ludzkiego umysłu, uliczny teatr historii, bezpośredni kontakt z kombatantami i obserwatorami…Ta swoista podróż w czasie dotyka nasze umysły i ciała spocone w sierpniowym słońcu, tym samym, niezmiennym słońcu, które świeciło powstańcom w 1944 roku.My jednak mamy ten wybór i komfort, że wychodzimy z roli i wracamy do domu, a oni – powstańcy, takiego wyboru nie mieli.  

W maju tego roku Grupa Semper Fidelis wykonała w Mosinie rekonstrukcję proklamacji Rzeczypospolitej Mosińskiej z okazji obchodów jej 170. rocznicy. Grupa działa pod patronatem Burmistrza Miasta Lubonia, a tworzą ją pasjonaci historii – między innymi mieszkańcy Lubonia, Poznania, a także mieszkańcy Gminy Mosina. Rekonstruktorzy uczestniczą w upamiętnianiu ważnych rocznic, odtwarzają historyczne wydarzenia, realizując w ten sposób własną pasję, a przedstawiając żywą lekcję historii – społeczną edukację.

Joanna Nowaczyk -
uczestniczka obchodów w Warszawie - gościnie z Semper Fidelis    

Fot. Bartłomiej Plewa, Marcin Fenger

Wyszukiwarka
Mosina w 90-lecie Powstania
Mosina w 90-lecie Powstania
Partnerzy
Pamięci
Pamięci "Hubala"