Jezioro Góreckie

JOANNA NOWACZYK

 

 

Gdy na stację Osowa Góra dojeżdżał jeszcze pociąg, wysiadający z wagonów pasażerowie kierowali się na turystyczne szlaki Wielkopolskiego Parku Narodowego, a głównym celem ich wycieczek było Jezioro Góreckie. Nad tym położonym w samym centrum lasu akwenem, wypoczywali także przez dziesiątki lat mieszkańcy Mosiny i okolic, zażywając spacerów, kąpieli i wszelkich sportów wodnych. Dziś, to najpiękniejsze jezioro WPN-u, jest ścisłym rezerwatem przyrody, który podziwiać można jedynie z jego brzegu.

 

W centralnej części Wielkopolskiego Parku Narodowego, na powierzchni 103 hektarów, rozciąga się najpiękniejsze w tej okolicy Jezioro Góreckie. Położony w rynnie polodowcowej akwen o urozmaiconej linii brzegowej, w dużej części otoczony jest stromymi zboczami. Swoim kształtem, przypomina literę „L”, osiągając przy tym maksymalną głębokość 17 metrów. Atrakcją krajobrazową Jeziora Góreckiego, są niewątpliwie urokliwe wyspy, wyrastające z tafli czystej wody, a każda z nich opowiada inną historię…

 

tylko Kopczysko

Stara legenda głosi, że tam, gdzie dziś na Jeziorze Góreckim znajduje się mniejsza z dwóch wysp, wyspa Kopczysko, rozciągał się kiedyś stały ląd. W miejscu tym, w czasach średniowiecza, poganie zbudowali „gontynę”, czyli pogańską świątynię, gdzie spotykali na wróżbach i modlitwach do swoich bóstw. Według tej legendy, obok „gontyny” postawiono kościół. Gdy pewnego razu poganie napadli na chrześcijańską świątynię, złupili ją i podpalili, wówczas miejsce to, wraz z bałwochwalcami, pochłonęła ziemia, zalały je wody i pozostało tylko wystające dziś nad taflę jeziora Kopczysko.     

W rzeczywistości, ta stosunkowo młoda wyspa ma pochodzenie organiczne. Jego niewielka powierzchnia – 0,85 ha – powstała w wyniku opadania na podwodną ławicę szczątków roślin, które gromadząc się przez dziesiątki lat, z czasem utworzyły wyspę torfową. Podobno jednak czasem słychać w tym miejscu dobywające się gdzieś z głębi jeziora dzwony spalonego kościoła. Na brzegu wyspy zaś, w niepogodne dni, zobaczyć można snującą się zjawę zamordowanego przez pogan, nieochrzczonego dziecka…

 

 

o Wyspie Zamkowej

Wyspę Zamkową znam z czasów dzieciństwa. Dawno temu, po skutym mrozem jeziorze, zaprowadził mnie na nią mój tata i jako pierwszy opowiedział mi jej historię…

Na wyspie, która w XIX wieku należała do dóbr kórnickich, Tytus Działyński zbudował, prawdopodobnie według własnego projektu, neogotycki zameczek dla swojej siostry Klaudyny, by podarować go jej w prezencie ślubnym. W sierpniu 1825 roku, w pałacu w Konarzewie, Klaudyna poślubiła Bernarda Potockiego, pasierba Edwarda Raczyńskiego, otrzymawszy w posagu dwór w Trzebawiu i romantyczny zamek na Jeziorze Góreckim. Z Trzebawia na wyspę przeprawiano się łodzią, a zimą – po lodzie…   

Młode małżeństwo, nie cieszyło się długo tym urokliwym zakątkiem. Gdy w listopadzie 1830 roku na terenie zaboru rosyjskiego, w Królestwie Polskim, wybuchło powstanie, Tytus Działyński wraz ze szwagrem Bernardem, udał się do Warszawy, by wziąć w nim udział. Tuż za nimi podążyła Klaudyna. Po upadku powstania listopadowego, Potoccy zmuszeni zostali do emigracji i już nigdy nie powrócili do swego majątku. Zamek na wyspie zaś, zaczął popadać w ruinę…

Tradycja głosi, że w roku 1848, podczas Wiosny Ludów, ukrywające się w lasach trzebawskich powstańcze oddziały, miały znaleźć schronienie właśnie w zameczku Potockich, na wyspie. W maju tamtego pamiętnego dla okolicy roku, zamek ostrzelali ogniem armatnim Prusacy, poważnie go uszkadzając i już nigdy nie został odbudowany. Tyle historia. A co mówi legenda?

Szum drzew na Zamkowej Wyspie snuje opowieść, że w miejscu, gdzie Tytus Działyński zbudował zameczek dla Klaudyny, kilka wieków wcześniej stał średniowieczny zamek Górków, zburzony przez Szwedów w czasie „potopu”. Ostatni z tego wielkopolskiego, możnego rodu, Stanisław – pieniacz i hulaka – miał w nim więzić swoje żony. A gdy dokonał niegodziwego żywota, trafił prosto do piekła, gdzie musi przez wieczność zamiatać piekielny bruk. Raz w roku jednak, gdy nad Góreckim przechodzi nawałnica, a nad wyspą krążą kracząc złowieszczo kruki, upiór Stanisława Górki powraca na ziemię i szuka swego zamku.

Inna legenda mówi, że potępiony duch Stanisława w postaci zjawy psa, biegnie wzdłuż brzegów Jeziora Góreckiego. Podobno za życia źle traktował chłopów i postanowił dręczyć ich także po śmierci...

 

Cisza w rezerwacie

W 1957 roku, by chronić unikatową enklawę przyrody, z terenów wokół Jeziora Góreckiego, utworzono Wielkopolski Park Narodowy. Obecnie Jezioro Góreckie wraz z wyspami stanowi rezerwat, czyli obszar ścisłej ochrony przyrody. Dziś, akwen podziwiać można tylko z brzegu, na którym biegnie szlak turystyczny. Jego wody ogarnęła błoga, choć trochę smutna cisza. Ale nie zawsze tak było. Kiedyś, przez dziesiątki lat, jezioro tętniło życiem. Jego czysta woda, przyciągała latem spragnionych kąpieli lub przejażdżki na jego falach. Można było wypocząć na plaży z pomostem, a po jeziorze kursowały łodzie wiosłowe, kajaki i rowery wodne.

– Przed wojną, w Jeziorze Góreckim, bo tam się głównie jeździło, można się było normalnie kąpać – wspomina Franciszek Kasprzyk, jeden z najstarszych mieszkańców Mosiny. Wraz Chórem św. Cecylii, w którym śpiewał, często uczestniczył w majówkach i wypoczynku nad tym jeziorem. – Jeszcze długo po wojnie tam się kapaliśmy, a potem, jak powstał Wielkopolski Park Narodowy, zakazali – dodaje pan Franciszek.   

Ja również pamiętam, że w nie tak odległych przecież, moich szkolnych czasach, pociągiem do Osowej Góry przyjeżdżałam z Poznania, z rówieśnikami, właśnie nad Góreckie, by popływać w jego kryształowych wodach. Spragnieni w letnie, upalne dni, popijaliśmy oranżadę ze znajdującej się blisko plaży Restauracji „Górecka”. Jednak miejsce to, jak i całe jezioro, postanowiono chronić przed ludźmi i dziś spowiła je cisza. Nie słychać już na nim plusku wody…

Niełatwo jest polemizować z decyzją dyrekcji parku, obserwując częste niestety, nie ekologiczne zachowania współczesnego człowieka. A jednak…cisza w rezerwacie przyciągnęła innych – skrzydlatych nieprzyjaciół ekosystemu jeziora. Tysiące dzikich gęsi, nieodstraszonych ludzkim „hałasem” na wodzie, siada na jego tafli w czasie swoich wiosennych i jesiennych przelotów. Setki kilogramów ptasich „potrzeb”, wpada do jeziora, na którym zalega, w niebezpiecznych już dla tego środowiska, siarkowodór.

Choć naukowcy podjęli działania, by zmienić tę niekorzystną sytuację, należałoby zadać pytanie – czy warto tak radykalnie chronić przyrodę przed człowiekiem, chronionej przecież dla niego, że nie może on w korzystać z jej darów? Czy radykalna ochrona przyrody, nie obróciła się w tym przypadku przeciwko nie samej?

 

Okolice Mosiny, bogate są w liczne zbiorniki wodne, ale mieszkańcom nie wolno z nich w pełni korzystać. Podobnie Jezioro Budzyńskie, jak wspomina mosiński senior Franciszek Kasprzyk, było kiedyś miejscem rekreacji miejscowej ludności, ale to już następna historia…

 

 

 

Fotografie archiwalne udostępniła Izba Muzealna w Mosinie

 

Komentarze
Treść komentarza:
Podpis:
Dodaj komentarz
Wyszukiwarka
Mosina w 90-lecie Powstania
Mosina w 90-lecie Powstania
Partnerzy
Żołnierze wyklęci
Żołnierze wyklęci