Jarmarki i targowiska w Mosinie

JACEK SZESZUŁA

 

Od niepamiętnych czasów, człowiek zawsze zajmował się wymianą towarową. Nieistotne było to, czym handlował. Zawsze były to towary, które w danym momencie były akurat niezbędne do życia bądź funkcjonowania. Początkowo był to handel wymienny – towar za towar, a następnie po wprowadzeniu do obiegu pod różną postacią pieniądza, nastała gospodarka towarowo – pieniężna, która towarzyszy nam do dzisiaj, w codziennym życiu.

Jarmarki datowane są od średniowiecza. Organizowane były corocznie, z reguły w stałych terminach. Najczęściej z okazji świat religijnych. Powodowały m.in. ożywienie gospodarcze miejscowego rynku, nawiązywanie kontaktów oraz wymianę towarową między ludźmi, wyrabiały pewne nawyki i przyzwyczajenia u handlujących oraz mieszkańców. Z racji wystawianych przez handlujących towarów, były to głównie jarmarki ogólne. Wszystkie możliwe posiadane i proponowane przez kupców towary były wówczas tam dostępne.

W Mosinie pierwsze jarmarki datowane są na lata dwudzieste XV w. Wynika to z przywileju lokacyjnego miasta wystawionego przez króla Władysława Jagiełłę w dniu 2 lipca 1429 r. Miasto osadzone na prawie magdeburskim otrzymało prawo odbywania rocznie dwóch jarmarków tj. w dniu 25 maja – na św. Urbana oraz w dniu 6 grudnia — na św. Mikołaja. Ten ostatni zachował się do dzisiaj i stał się lokalnym świętem, głównie ze względu na swoje atrakcje dla naszych najmłodszych pociech. W „Kalendarzu Krakowskim Katolickim na Rok Pański 1886-Rok VI” wydanym przez Karola Hryniewieckiego, w dziale „Jarmarki uprzywilejowane w obwodzie regiencyi Poznańskiej” znajduje się zapis o jarmarkach kramnych (kramarskich) oraz na bydło i konie w Mosinie. Jak podaje Kalendarz, jarmarki w tym roku miały się odbyć w terminach: 16 lutego, 25 maja, 19 sierpnia i 28 października.
Rozwój tej formy wymiany handlowej nastąpił w Mosinie w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Początkowo były to tzw. jarmarki kramarskie. Handlowano wówczas głównie bydłem, końmi, płodami rolnymi oraz drobiem. Następnie magistrat postawił na odbywanie jarmarków ogólnych, co było bardziej atrakcyjne. Przyjeżdżający do naszego miasteczka handlarze i kupcy, proponowali mieszkańcom wszelkie posiadane towary codziennego użytku, nadające się do sprzedaży i handlu. Terminy jarmarków zwanych też targami rocznymi nie były przypadkowe. Dla całego ówczesnego województwa poznańskiego, w Dzienniku Urzędowym Województwa Poznańskiego a w następnych latach w Poznańskim Dzienniku Wojewódzkim, obwieszczał daty jarmarków z rocznym wyprzedzeniem Wojewoda Poznański, określając rodzaj jarmarku. Umożliwiało to kupcom zaplanowanie i uczestnictwo w tej formie handlu wg ściśle ustalonych terminów dla poszczególnych miejscowości. Bywały jednak sytuacje, kiedy Starosta Powiatowy Śremski zmuszony był odwoływać terminy odbywania w danej miejscowości targów, prowadzenia handlu domokrążnego, zatrzymywania się ze świniami czy bydłem przewożonych wozami konnymi, wydawania zarządzeń o uznaniu części terenu za zamknięty. Powodowała to sytuacja występowania na danym obszarze świńskiej zarazy, nosacizny czy też wścieklizny u psów i kotów. (np. sierpień 1924 zaraza płucna w majątku Budzyń I i II oraz w Sowińcu, zakaz targów na bydło rogate, zaraza w majątku Rogalin w grudniu 1931, zaraza w Baranowie, Rogalinie, Świątnikach, Mosinie i Niwce w końcu 1937 roku, oraz w pojedynczych gospodarstwach i obszarach zapowietrzonych, aż do odwołania). Pomiędzy terminami jarmarków odbywały się też targowiska miejskie, w których do dzisiaj jesteśmy uczestnikami, korzystając z możliwości kupna różnych towarów we wtorki, piątki i soboty na targu przy ul. Farbiarskiej.

W naszym mieście w okresie międzywojennym jarmarki odbywały w następujących miesiącach: luty, maj, sierpień i listopad. Podaję, w jakich terminach odbywały się w poszczególnych latach:

l.p.

rok

luty

maj

sierpień

listopad

1.

1926

25

27

26

11

2.

1927

17

19

18

3

3.

1928

6

15

7

6

4.

1930

13

8

7

6

5.

1931

19

7

20

12

6.

1932

18

12

18

10

7.

1933

16

11

11

9

8.

1934

1

8

2

8

9.

1935

21

9

13

14

10.

1936

6

7

7

3

11.

1937

4

20

5

11

12.

1938

1

5

18

10

13.

1939

16

11

10

9

 

 


Kazimierz Dobry, zamieszkały w Mosinie przy ul. Słonecznej, tak wspominał przedwojenne jarmarki, jako ważne wydarzenia ze swojego dzieciństwa, utrwalone w pamięci: „Przy ul. Paderewskiego (obecna ul. Śremska do przejazdu kolejowego, dop. J. Sz.), tam gdzie teraz znajdują się obiekty straży pożarnej, było targowisko dla zwierząt oraz innego inwentarza. Początkowo handlowali tam głównie gospodarze z okolicznych wiosek, jak i handlarze, kupcy żydowscy, którzy przyjeżdżali na ten plac. Znali oni terminy tutejszych targów i jarmarków, więc przyjeżdżali na ten plac. Towarem handlowym były: konie, krowy, owce, kozy, świnie, prosięta, króliki, tzw. rąbanka z taniej jatki, gołębie oraz wszelki drób i płody ziemi. Za stodołami mosińskich gospodarzy, które to zajmowały obydwie strony obecnej ul. Wawrzyniaka, przy kieratach zwanych też maneżami (system kół zębatych wprawianych w ruch przez idące przy dyszlu konie, krowy lub woły chodzące po okręgu, napęd przenoszony był specjalnym wałkiem metalowym do młockarni lub sieczkarni, znajdującej się w stodole. dop. J. Sz.), toczyło się „drugie” życie uczestników jarmarku. Na rozłożonych deskach mających pełnić rolę stołu — na kołach kieratów kwitł hazard. Królowały karty z rozlicznymi odmianami gier oraz gra typowo zręcznościowa w „3 kubki”. Zasada była zawsze prosta. Podstawieni przez prowadzących gry karciane „podpuszczacze” ciągle wygrywali, wywołując zazdrość wśród licznie zgromadzonej gawiedzi jarmarcznej i zazdrośników. Zachęcali oni licznych kibiców tego procederu do zdobycia „łatwego pieniądza”. Początkowo zwerbowanym „napaleńcom” to się udawało. A potem? Z pieniędzy po sprzedaży np. krowy czy innego utargu targowego pozostawały tylko wspomnienia i strach. Jak się rozliczyć ze straconych pieniędzy i co wymyśleć po powrocie do domu? Ci cwaniacy hazardowi byli dobrze zorganizowani, bo bali się policji, która za te gry przeganiała ich. Mieli oni wystawione swoje „czujki”, które w razie nadciągającego niebezpieczeństwa ze strony mundurowych policjantów, dawały znać przeciągłym gwizdem, tym mistrzom karcianej szulerki. Tedy wszyscy, likwidując błyskawicznie swoje „warsztaty pracy” – brali „nogi za pas” i uciekali w zarośla pobliskiego kanału. Pozostawali tylko „nabici w butelkę”. Bali się jednak przyznać do tego, co ich spotkało, bo było im wstyd. Dziwne, ale podobne takie sytuacje zawsze powtarzały się na każdym jarmarku, ku wielkiej uciesze licznie zgromadzonych gapiów.
Na rynku również odbywały się jarmarki i targowiska, które były przedłużeniem tych z ulicy Paderewskiego (Śremskiej). Były przedtem określone datami i podane do wiadomości przez magistrat. Stanowiło to zawsze jakieś ciekawe wydarzenie w miasteczku. Tutaj ściągali kupcy z całej Polski, dużo ich było pochodzenia żydowskiego. Wszyscy prześcigali się w zachwalaniu swojego towaru, wykrzykując różne hasła, wierszyki, mające zwabić i przyciągnąć tym klienta. Jak na mosińskie warunki, panował tutaj niezły rozgardiasz i handlowy ścisk i tłok. W towarach przeważały: różnego rodzaju spodnie damskie i męskie, nakrycia głowy, stroje robocze, okrycia męskie i damskie w zależności od pory roku, bele z materiałami, podręczne sprzęty do gospodarstwa domowego, pieczywo, słodycze, wyroby masarskie, itd. Po południu, kiedy już nie było ruchu klientów, handlarze okupowali okoliczne rynkowe restauracje, podsumowując mijający dzionek. W tym czasie sprzątacze miejscy
(do miasta należało utrzymanie porządku na placach dotyczących targowisk, dop. J.Sz.) zajmowali się porządkowaniem placu. I tak wszyscy mieli zajęcie …”
Po II wojnie światowej próbowano wrócić do tej minionej tradycji. Pierwsze jarmarki, czyli targi wielkie, jak to określano w obwieszczeniu wojewody, miały miejsce w II półroczu 1948 roku. Odbyły się też w Mosinie w następujących terminach: 20 lipca – ogólny, 7 października – kramarski (kramny), 2 listopada – zwierzęcy i 7 grudnia – również kramarski. W 1949 roku odbyły się jeszcze kolejne targi wielkie w naszym mieście. Wszystkie miały charakter ogólny i zostały zaplanowane w następujących terminach: 11 stycznia, 12 kwietnia, 12 lipca i 11 października. Tradycja tego handlu zaczęła powoli zanikać. Czyżby powodem była tzw. „bitwa o handel” zapoczątkowana przez państwo w końcu lat 40 ? Ostatnie jarmarki datowane były w Mosinie na 1950 rok, z proponowanymi terminami handlowania 6 stycznia, 7 kwietnia, 7 sierpnia i 6 października. Wszystkie z założenia miały mieć charakter ogólny.
I na tym skończyły się mosińskie jarmarki. Rozwój motoryzacji spowodował odejście od konnych środków transportu, scentralizowana została hodowla bydła, trzody chlewnej, drobiu. Zanikało stopniowo rolnictwo indywidualne w mieście i okolicy. Również w dziedzinie produkcji wyrobów przemysłowych, jak i rzemieślniczych dokonała się rewolucja. Zakończył się pewien etap dla tej działalności handlowej. Ponieważ życie nie pozostawiało pustki, to pewną kontynuowaną namiastką tradycji jarmarków były miejskie targowiska, które miały początkowo miejsce na rynku, później na placu pomiędzy ulicami Leszczyńską i Strzelecką przy tzw. „strzelnicy”, a obecnie od końca lat 80 przy ul. Farbiarskiej. Zawsze pełniły i aż do dzisiaj pełnią rolę szerokiej wymiany handlowej różnych artykułów niezbędnych dla naszego codziennego życia. Były i są przy okazji różnych zakupów miejscem różnych spotkań towarzyskich, licznie przychodzących tutaj klientów…

Jacek Szeszuła
Fot. Z archiwum Izby Muzealnej w Mosinie

Komentarze
Treść komentarza:
Podpis:
Dodaj komentarz
Wyszukiwarka
Konkurs - 100-lecie GBS
Konkurs - 100-lecie GBS
Partnerzy
Bitwa pod Mokrą
Bitwa pod Mokrą