Gdy ksieżyc odmienił się złoty

Kazimierza Perkitnego znała przed laty większość mieszkańców Krosinka i okolic – leczył ludziom zęby. W swojej willi przy Stęszewskiej prowadził zakład dentystyczny, a jego posiadłość wyróżniała się niecodzienną jak na czasy międzywojenne architekturą. Dom stał na skarpie i otaczał go piękny ogród, pełen egzotycznych roślin. U podnóża wzniesienia, nad stawem, na którym zimą ślizgały się dzieciaki z sąsiedztwa, drewniany wiatrak zasilał posesję w prąd. Dziś w tym miejscu, zobaczyć można jedynie fundamenty domu, który w latach powojennych, gdy zabrakło już domowników, strawił pożar. Reszty zniszczenia dokonał czas i sprawcy dzikiej rozbiórki. Jedyny ślad dawnej świetności to sterta cegieł i osobliwy drzewostan z ogrodu Perkitnych. Pozostało też wspomnienie po mieszkańcach tej posesji, a w nim ślady niezwykłej postaci, syna Kazimierza – profesora Tadeusza Perkitnego.

 

Śtandary jak orły

 

Przyszedł na świat w 1902 r. w Poznaniu. Tu uczęszczał do poznańskiego Gimnazjum Fryderyka Wilhelma. Po wybuchu powstania wielkopolskiego, w grudniu 1918 r., 16-letni wówczas gimnazjalista wstąpił na ochotnika w powstańcze szeregi poznańskiego Batalionu Telegraficznego przydzielony do 3 kompanii Jana Kaczmarka. Tamte pierwsze dni powstania i swój młodzieńczy entuzjazm, przedstawił później gwarą poznańską we wspomnieniu napisanym w niemieckim oflagu: Było to kole gwiazdki roku 1918, parę dni zaledwie po tym, kiedy to mistrz Konopka – czy jak mu tam było – wlazł na ratusz poznański dycht na samą szpicę i odpiłował pruską koronę znad Polskiego Orła….Wieruchna się pchała na plac i z Wildy, i z Jeżyc, i z Chwaliszewa, i ze Śródki, że aż łby o łby się trykały i szczun szczunowi właził na odciski (…). A gdy my potem te nasze dwa brudne paluchy wysoko pod niebo podnieśli…Gdy ma tak gdzieś z samego dna serca…ba, głębiej, aż gdzieś z samych trzewi…z tych onucków w butach, dozgonną wierność tej naszej Polsce kochanej i naszemu miastu przysięgali. A gdy my potem, ruszając do kosiar wybuchli jak burza z piosenką: Hej nasza kompania pod Kaczmarkiem stoi, to ci wtedy te wszystkie śtandary dokoła fyrały nad nami jak polowe orły….

 

 

Jego odkrycie

W 1926 r., Tadeusz Perkitny uzyskał tytuł inżyniera leśnictwa na Uniwersytecie Poznańskim. Dalsza jego kariera potoczyła się szybko. W czerwcu 1934 r. – doktorat z leśnictwa, zaraz potem – stypendium naukowe w Laboratorium Badania Drewna Politechniki w Darmsztadzie. Potem był referentem tartacznictwa w Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu. Następnie zorganizował i do wybuchu wojny pokierował laboratorium badawczym Fabryki Sklejek w Bydgoszczy. Jeszcze w roku 1938 w swojej publikacji odkrył, że drzewo nawilżone w stanie uniemożliwiającym jego pęcznienie kurczy się tak samo, jak drzewo spęczniałe swobodnie. Odkrycie to wyjaśniło nieznane dotąd przyczyny powstawania szpar, luzów i nieszczelności w płaszczyznach styku ściśle dopasowanych połączeń. Zapoczątkowało to nowy kierunek badań nad odkształcaniem drewna.

Rozwój zawodowy i naukowy doktora leśnictwa przerwała wojna. W kampanii wrześniowej, wziął udział jako dowódca Kompanii Łączności 15 Dywizji Piechoty. 19 września 1939 r., dostał się do niemieckiej niewoli i w jenieckich obozach spędził całą okupację. Dla współwięźniów, prowadził wykłady z zakresu technologii drewna, a także przyszłości szkolnictwa wyższego w Polsce. Z pobytu w oflagach, poza wspomnieniem z powstania, pochodzi jego sztuka teatralna „Droga do źródeł”, którą tuż po wojnie wystawiły teatry w Lublinie, Kielcach, Szczecinie, Olsztynie i w Poznaniu. W latach powojennych Perkitny był organizatorem i pierwszym kierownikiem Katedry Mechanicznej Technologii Drewna na Wydziale Leśnym Uniwersytetu Poznańskiego, która stała się zaczątkiem dzisiejszego Wydziału Technologii Drewna Akademii Rolniczej w Poznaniu. Jego dorobek naukowy to ok. 100 publikacji polskich i zagranicznych w czołowych czasopismach specjalistycznych. Równolegle z twórczością naukową szły kolejne tytuły: 1948 - habilitacja, 1951 - profesor nadzwyczajny, 1961 - profesor zwyczajny. Później tytuł honoris causa - najpierw SGGW w Warszawie, potem WSR w Poznaniu, członkostwo w prezydium International Academy of Wood Science. Zmarł w roku 1986.

Najstarsi mieszkańcy Krosinka pamiętają Tadeusza Perkitnego – sympatycznego, jak wspominają, rosłego mężczyznę, który często odwiedzał dom swoich rodziców w głębi lasu. Niewiele wiedząc jednak o jego osiągnięciach naukowych, pamiętają go przede wszystkim jako znanego podróżnika, bo zanim osiągnął szczyty w świecie nauki, w jego życiu zdarzył się kilkuletni epizod, który przyniósł mu sławę w nieco innej sferze życia…

 

Nieuleczalne wariactwo
Jest 11 września 1926 roku, godzina 12.00 w południe. Dwaj przyjaciele: Tadeusz Perkitny i Leon Mroczkiewicz, którzy znali się jeszcze z czasów pruskiego gimnazjum, właśnie skończyli studia, a teraz... chcą zdobyć świat. Bez pieniędzy, jedynie z setką złotych w kieszeni i mapą wydartą z atlasu ojca Tadeusza, świeżo upieczeni inżynierowie postanowili odbyć najdalszą z możliwych podróży – podróż dookoła kuli ziemskiej. O tej wyprawie profesor Perkitny napisze później, że na nic się nie zdały przemowy ojca, matczyne żale tudzież przestrogi statecznych ciotek i wujków, bo – jak stwierdził – nasze wariactwo jest nieuleczalne.Gdy wreszcieksiężyc trzy razy odmienił się złoty, skompletowaliśmy ekwipunek kilogramem jabłek, bochenkiem razowego chleba, setką złotych w kieszeni no i dobrą chęcią w sercu…. Z takim skromnym bagażem, Perkitny i Mroczkiewicz wyruszyli w drogę. Najpierw Szwecja, potem Norwegia, wreszcie Francja. Po drodze trzeba było zdobyć środki na dalszą podróż, bo przecież w kieszeni mieli tylko sto złotych! Pracowali więc w fabryce ścieru drzewnego w Matfors w Szwecji, jako drwale i robotnicy w tempertyniarni we Francji. Na Lazurowym Wybrzeżu niańczyli dzieci, podlewali palmy, nosili walizki i czyścili buty klientom hotelu – wszystko, by zarobić na dwa bilety ulgowe czwartej klasy na statek do Rio de Janeiro. W Brazylii naprawiali tory kolejki leśnej, pracowali też jako wędrowni fotografowie. W Argentynie wzięli udział w wyprawie mierniczej, a w Indochinach pracowali przy wydzielaniu terenów lasu dziewiczego pod plantację. W czasie swojej „wariackiej” włóczęgi, odwiedzili 36 krajów Europy, Azji, Afryki i obu Ameryk. W ślad za młodymi podróżnikami, szły ich relacje publikowane w przedwojennym „Kurierze Poznańskim”, bo w Polsce z zapartym tchem śledzono przygody Perkitnego i Mroczkiewicza w czasie ich 3 i pół letniej podróży.
W drodze powrotnej, w Casablance, kupili samochód Ford - Torpedo, rocznik 1921, którym przez Maroko, Hiszpanię, Francję, Austrię i Czechosłowację, w roku 1930 wrócili do Polski. …Oto w szalonym rozpędzie mijamy już Kórnik, Gądki, Rataje i poprzez most Rocha wpadamy do Poznania… - wspomina profesor Perkitny. 17 lutego 1930 r., „Kurier Poznański” donosił: Wczoraj w godzinach popołudniowych, około godz. pół do 3 powrócili do Poznania po 3 i pół latach wędrówki naokoło świata inż. Leon Mroczkiewicz i inż. Tadeusz Perkitny (…). Na czele stary „Ford” podróżników kupiony w Casablance, potem nowy „Ford” red. Kawczyńskiego i cała długa kawalkada automobilistów. Przy przejeździe przez miasto publiczność witała podróżników z nieopisanym entuzjazmem. Przed „Automobilklubem” cała ulica Kantaka wypchana była zwartym tłumem, w którym uwiązł „ford” z marokańskimi znakami, a podróżników wyniesiono prawie na ramjonach z samochodu, wołając: „Niech żyją!”

Były oklaski, wiwaty, było też wielkie przyjęcie zorganizowane na ich cześć w poznańskim Bazarze. A zamiast dalszej relacji z podróży, w „Kurierze Poznańskim” Tadeusz Perkitny zamieścił notatkę: ...Wszystko, czego tutaj z wyłuszczonych i niewyłuszczonych powodów napisać nie mogłem, powiem Wam ustnie.” No i powiedział. Krótko po powrocie, w Sali Dominikańskiej w Poznaniu, odbyła się prelekcja na temat tej podróży, a w roku 1938 ukazała się książka Tadeusza Perkitnego „Z setką złotych dookoła świata”. Ponad 40 lat później, jeszcze raz powrócił do swojej młodzieńczej, wariackiej przygody, którą opisał w kolejnej pozycji zatytułowanej „Okrążmy świat raz jeszcze”.

Książka Tadeusza Perkitnego, doczekała się wielu wydań. To dziś ulubiona pozycja w biblioteczkach współczesnych miłośników podróży, a znaleźć ją można na półkach chyba każdej z bibliotek. Wszystkich niepoprawnych marzycieli, wszystkie niespokojne duchy spragnione przygód, zachęcam by po nią sięgnąć, bo marzenia, jak udowodnił Tadeusz Perkitny wraz z przyjacielem Leonem Mroczkiewiczem, mogą się spełnić.

Wyszukiwarka
90 rocznica wybuchu Powstania Wlkp.
90 rocznica wybuchu Powstania Wlkp.
Partnerzy
Żołnierze wyklęci
Żołnierze wyklęci