Był taki stan

JOANNA NOWACZYK

 

 

 

W grudniu  minęła 33 rocznica ogłoszenia stanu wojennego w Polsce. Dramatyczne wydarzenia tamtego czasu nie ominęły Mosiny – małego, podpoznańskiego miasteczka. Choć wydawałoby się, że tu, na prowincji, miały mniej burzliwy przebieg, to jednak nie pozostały bez wpływu na ludzkie losy…

 

Wspomnienie stanu wojennego przywołała Lucyna Jakś, mosińska bibliotekarka. Z racji na wykonywany zawód często rozmawia z ludźmi. Właśnie przy takiej okazji, wysłuchała opowiadania jednej z czytelniczek, która w niedzielny poranek 13 grudnia 1981 r. wracała z Poznania do domu w Mosinie, nieświadoma zmienionej rzeczywistości. A na obrzeżu Mosiny żołnierze drepczący przy koksownikach, bo był przecież silny mróz…

Lucyna Jakś miała wtedy 14 lat. – Chodziłam do 8 klasy podstawówki. Byłam jeszcze dużym dzieckiem – wspomina. – Pamiętam, jak rankiem tego dnia włączyliśmy telewizor i nie było niedzielnego programu dla dzieci - „Teleranka”. Nie było muzyki w radio – po prostu cisza. 

Od tego zdarzenia minęło ponad 30 lat i będą upływać kolejne. Nie wszyscy już świadkowie tamtych dni są wśród nas, a czas, w miarę swego naturalnego upływu zabierać będzie kolejnych. Pani Lucyna martwi się, by w porę wysłuchać ich wspomnień i już teraz utrwalić na kartach lokalnej historii, jak toczyło się życie mieszkańców w stanie wojennym.

Choć wydawać by się mogło, że tu, na prowincji było spokojniej niż w dużym mieście, ten trudny czas nie pozostał bez wpływu na ludzkie losy.     

 

zamach

W niedzielę 13 grudnia 1981 r., na mocy uchwały Rady Państwa z dnia 12 grudnia 1981 r., popartej później przez Sejm PRL, na terenie Polski został wprowadzony stan wojenny. Uchwała podjęta została na polecenie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego – pozakonstytucyjnego tymczasowego organu władzy, faktycznie nadrzędnego wobec konstytucyjnych władz państwowych. Na czele WRON stanął gen. Wojciech Jaruzelski – I sekretarz KC PZPR.

Wojskowy przewrót rozpoczął się w nocy z soboty na niedzielę, jeszcze przed północą. Zablokowano cywilne połączenia telefoniczne. O godzinie 0:00 oddziały ZOMO (Zmotoryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej) rozpoczęłyogólnokrajową akcję pod kryptonimem „Jodła” – akcję aresztowań działaczy opozycyjnych. Rankiem 13 grudnia na ulicach miast pojawiły się czołgi i wojskowe patrole. Polacy wysłuchali przemówienia gen. Jaruzelskiego. Wydrukowane w ZSRR obwieszczenie o wprowadzeniu stanu wojennego poinformowało o rozlicznych ograniczeniach, takich jak zakaz strajków i zgromadzeń, zawieszenie związków zawodowych i większości organizacji społecznych, militaryzacja szeregu dziedzin gospodarki narodowej. Tego dnia na terenie całego kraju pojawiło się 70 tys. żołnierzy, 30 tys. funkcjonariuszy MSW. Na ulice miast wyjechało 1750 czołgów, 1400 pojazdów opancerzonych, 500 wozów bojowych piechoty, 9000 samochodów oraz kilka eskadr helikopterów i samoloty transportowe. 25% wszystkich sił skoncentrowano w Warszawie i okolicach, ale wojsko pojawiło się także w Mosinie…

 

historia z czołgiem

To było w pierwszych dniach stanu wojennego, około południa. Jak relacjonują naoczni świadkowie, dwukierunkową wówczas ulicą Poznańską (wtedy Armii Czerwonej), przez rynek w Mosinie jechały czołgi. Czy była to demonstracja siły? Chyba nie, bo w tym małym miasteczku panował względny spokój – również w Zakładzie nr 5 Swarzędzkich Fabryk Mebli, jedynym dużym zakładzie, gdzie działalność NSZZ „Solidarność” mogłaby potencjalnie budzić niepokój komunistycznych władz. Prawdopodobnie pojazdy nadjechały z Jezior, gdzie od 13 grudnia zlokalizowano punkt koncentracji czołgów i BTR-ów (kołowy transporter opancerzony) dla osłony Poznania. Jechały w kierunku jednostki wojskowej w Śremie, musiały więc przejechać przez mosiński rynek, by przekroczyć Kanał Mosiński jedynym wówczas w tym rejonie mostem na ul. Niezłomnych.

Jeden z czołgów, z niewiadomych przyczyn skręcił w ulicę Słowackiego i …wjechał w stojący przy tej ulicy dom pod numerem „16”. Zdarzenie to opisuje Bogumiła Szymańska. Zrujnowany przez czołg budynek należał do jej rodziny. Mieszkała w nim jej mama i siostra. – To był niski dom, a w bramie przy piekarni stał maluch – opowiada. Pancerny pojazd podczas manewru mijania zarzuciło i zahaczył dom lufą. – Rozwalił prawie wszystko – wspomina B. Szymańska. – Czołgista, młody chłopak, jak zobaczył co zrobił, to płakał…

Siostra pani Bogumiły pracowała w Poznaniu. – Telefony nie działały, bo wszytko było poodcinane. Poszłyśmy z mamą na milicję, że niech dadzą „bumażkę” jakąś, że musimy się dostać do Poznania, po siostrę. Kazali mi napisać pismo, że ten dom… miał wypadek.

Uszkodzony przez czołg budynek, został zabezpieczony przed zawaleniem przez zakład gospodarki komunalnej. Potem, mimo ciężkiego mrozu – odbudowany. Na szczęście w podwórzu było jakieś mieszkanie, gdzie domownicy mogli przemieszkać do czasu wyremontowania budynku.

Historia z czołgiem, który wjechał w dom, opowiadana jest dziś jako lekka anegdota. Jednak dla uczestników tego zdarzenia, było to traumatyczne przeżycie. Z tego wypadku pani Bogumiła pamięta, że w domu spała mała dziewczynka, prawnuczka jej mamy. Kotara wisząca w oknie zatrzymała cegły. – Żeby nie ta kotara, dziecko by zabili. Czołg zasłonił całe okno, a ona tylko krzyczała: „Babciu, czy to jest noc? Na dworze jest bardzo ciemno...”.

 

między donosem a szykanami

W pierwszych miesiącach stanu wojennego, obowiązywała godzina milicyjna z zakazem poruszania się bez specjalnej przepustki w godzinach 22.00 – 6.00. Zawieszono naukę w szkołach, a w setkach przedsiębiorstw i instytucji władzę objęli wyznaczeni przez WRON komisarze wojskowi. Podobnie w Mosinie, gdzie w budynku urzędu już od jesieni rezydowali mundurowi przedstawiciele Terenowych Grup Operacyjnych – trzyosobowy zespół z dowódcą w randze kapitana.   

Mirosława Jungermann pracowała wtedy w mosińskim magistracie. – Pamiętam ten strach, w tamtą niedzielę, co to będzie jak przyjdziemy w poniedziałek do pracy – wspomina dzień 13 grudnia.

Naczelnikiem Urzędu Miasta i Gminy był wówczas Kazimierz Straśko, potem Jerzy Szyło. Właśnie w gabinecie naczelnika stacjonowali „wojskowi”. Z tamtego czasu pani Mirosławie utkwiło w pamięci donosicielstwo. – Widziałam – relacjonuje – jak biorą te swoje kajety, notesy i jeżdżą po wsiach zbierać donosy. Po urzędzie nie chodzili, za bardzo ich to nie interesowało, najwyżej przyjmowali „interesantów”. W wyniku takich donosów, jak sobie przypomina M. Jungermann, dwóch urzędników straciło pracę.

Tadeusz, mąż pani Mirosławy był wiceprzewodniczącym „Solidarności” w zakładach SFM. – Baliśmy się rewizji, baliśmy się wszystkiego – wspominają obydwoje. Nikt ze związkowych działaczy nie został jednak internowany. – To był zakład, który dobrze płacił pracownikom, a jeszcze każdy mógł sobie kupić meble – mówi pani Mirosława. Potwierdzają taki pogląd archiwalne akta SB, a których wynika, że poza zakładem w Swarzędzu i w Poznaniu, w okresie od września 1980 do grudnia 1981, w pozostałych zakładach nie było większych akcji protestacyjnych. Jedynie w aktach tych, w styczniu 1983 r. odnotowano założenie sprawy operacyjnej pod kryptonimem „Łożyska” w związku z awarią urządzenia do produkcji szuflad w mosińskim zakładzie SFM. W stanie wojennym, państwo Jungermann przeżyli w domu rewizję. – Szukali po szafach kleju, czy mąż nie wynosił z zakładu pracy – wspomina te przykre chwile pani Mirosława. Była to niewątpliwie często stosowana wówczas forma szykan.

 

bilet w jedną stronę

Paweł Kaczmarek mieszkał w Mosinie przy ul. Dworcowej – wtedy Nowotki. Stąd codziennie dojeżdżał do pracy w Poznaniu. Pracował na poznańskim Dworcu Głównym na stanowisku dyżurnego ruchu. Był też aktywnym działaczem NSZZ „Solidarność” przy PKP Poznań-Węzeł. Właściwie to on utworzył tam związek od podstaw. W gablocie Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” na poznańskim Dworcu Głównym, wywieszał informacje o wydarzeniach społeczno-politycznych w kraju. Była to swoista gazetka ścienna. Dzięki niej bieżąca informacja docierała nie tylko do przypadkowo przechodzących. Wielu podróżnych, w dużym stopniu dojeżdżających do pracy w Poznaniu, specjalnie odwiedzało gablotę, by się czegoś dowiedzieć. A Polacy podróżowali wtedy niemal wyłącznie pociągami.

Po koniec czerwca 1981 r., Paweł Kaczmarek był inicjatorem pokazania na dworcu wystawy katyńskiej – zdjęć z ekshumacji pomordowanych w Katyniu, a także publicznej zbiórki pieniędzy na budowę pomnika upamiętniającego ofiary Czerwca 56 r., następnie na pomnik ofiar katyńskich. Dlatego pewnie znalazł się na celowniku władzy i w konsekwencji - na liście do internowania. 

W niedzielę 13 grudnia został obudzony przez dozorcę. Mieszkał w bloku, na parterze. - Zastukał w okno, bo odgarniał śnieg i mówi: „Tylko wstawaj i uciekaj.” – opowiada Paweł Kaczmarek. – Ja mówię: „Co się stało?” „Wojna, wojna”. To się szybko ubrałem, wziąłem teczkę ze wszystkimi papierami i pojechałem „Osową Górą” na Dworzec Główny, peron 2.

Potem P. Kaczmarek wyruszył pieszo na rekonesans sytuacji w Poznaniu. Do domu wrócił po dwóch dniach, 15 grudnia. – Nie zdążyłem się rozebrać. Ktoś dzwoni do drzwi i wchodzi czterech drabów. Oni mówią, że mam się ubierać i wychodzimy. Ja na to: „Chwileczkę, najpierw się muszę rozebrać, żeby się ubrać” – było minus 20 stopni, więc podwójnie się ubrałem i wywieźli…

W granicach obecnej Wielkopolski zorganizowano 4 ośrodki odosobnienia, a największy – w Gębarzewie pod Gnieznem. Znajdował się tam założony w 1978 r., działający do dziś zakład karny. Przez to więzienie od grudnia 81. do sierpnia 82, przeszło ok. 250 działaczy opozycji. Jednym z nich był Paweł Kaczmarek. – Kazali się rozebrać, ubranie położyć w kostkę, na korytarzu i do celi – wspomina tamte traumatyczne chwile.

W celi spędził blisko 7 miesięcy. Zwolniony z internowania, nie wrócił już do swojej pracy na Dworcu Głównym w Poznaniu. Zdegradowany, przeniesiony do pracy w Mosinie, szykanowany zakazami swobodnego poruszania się, w marcu 1983 r. zdecydował się na opuszczenie kraju. W marcu 1982 r. SB rozpoczęła akcję namawiania internowanych do emigracji, proponując prawo do jednokrotnego przekroczenia granicy PRL, by pozbyć się „elementu wichrzycielskiego”. Według Systemu Ewidencji Ruchu Paszportowego prowadzonego w MSW do 25 listopada 1983 r. kraj opuściło 770 internowanych wraz z rodzinami. Paweł Kaczmarek wyjechał do Belgii, ale początki emigracji nie była wcale łatwe. W Belgii mieszka do dzisiaj.

 

wolność słowa za więzienie

Piotr Sobierajewicz w stanie wojennym był mieszkańcem Mosiny i studiował na Politechnice Poznańskiej. Został aresztowany 9 września 1982. Znalazł się w 27-osobowej grupie studentów oskarżonych o: „przynależność do związku opartego na nielegalnych strukturach Niezależnego Zrzeszenia Studentów Politechniki Poznańskiej i że w ramach działalności w tym związku kierowali grupami osób zajmujących się drukiem i kolportażem pism zawierających fałszywe wiadomości dotyczące aktualnej sytuacji w Polsce.” (Chodziło o pismo podziemne „Bibuła” i „Tygodnik Wojenny”). Największy proces polityczny w Poznaniu od czasów Procesów Poznańskich 1956 r. toczył się od 5 lipca 1982 r. do 9 maja 1983 r. przed Sądem Wojsk Lotniczych. Większość z tej grupy, wyrokiem sądu została skazana na karę więzienia do 2 lat.

Jeden z oskarżonych Jerzy Korolewicz – przewodniczący NZS Politechniki Poznańskiej, w swoim ostatnim procesowym słowie powiedział: „Uważam, że dążenie do realizacji praktycznej wolności słowa i informacji, korzystanie z prawa do czczenia rocznic narodowych czy udzielanie koleżeńskiej pomocy naszym przyjaciołom, nie może być powodem do aresztowania ludzi i skazywania ich na kary więzienia .”

Piotr Sobierajewicz oskarżony został o to, że w okresie od grudnia 1981 do września 1982 r. należał do Akademickiego Ruchu Oporu i wraz z innymi osobami drukował i kolportował nielegalne pismo „Poznański Tygodnik Wojenny” i szereg innych ulotek oraz pism „zawierających fałszywe wiadomości, mogące wywołać niepokój publiczny i rozruchy” [źródło: ww.13grudnia81.pl] Za te czyny Sąd Wojsk Lotniczych w Poznaniu wyrokiem z dnia 9 maja 1983 r. skazał go na 1 rok pozbawienia wolności. W więzieniu, łącznie z aresztem, spędził cały rok bez kilu dni. Sąd wojskowy „darował” mu resztę kary postanowieniem z dnia 29 sierpnia 1983 r. na podstawie przepisów o amnestii. Wcześniej, 22 lipca, zniesiony został stan wojenny.  

 

mniejsze zło?

Przedstawione historie wpisują się w dramatyczny bilans stanu wojennego, w czasie którego w 49 ośrodkach na terenie całego kraju  internowano ok. 10 tys. działaczy NSZZ „Solidarność” i związanych z nim intelektualistów, z czego ponad 400 osób z województwa wielkopolskiego. Dalszym 4 tys. osób, głównie przywódcom oraz uczestnikom strajków i protestów, przedstawiono zarzuty prokuratorskie i osądzono, zwykle na kary więzienia. Najwyższy wyrok otrzymała Ewa Kubasiewicz skazana przez Sąd Marynarki Wojennej na 10 lat więzienia. Najtragiczniejsze karty tej historii to ofiary śmiertelne: 56 osób zamordowanych i zmarłych po 13 grudnia 1981 r.

Propaganda głównych reżyserów stanu wojennego, stworzyła na jego obronę teorię „mniejszego zła” w obliczu groźby obcej interwencji. Teoria ta do dziś funkcjonuje w świadomości wielu Polaków. Jednak w świetle najnowszych badań historycznych, nie bardzo może się obronić, bo odtajnione archiwa Biura Politycznego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, zwłaszcza stenogramy Komisji Susłowa (specjalna komisja KPZR do oceny sytuacji w Polsce po sierpniu’80) z rozmów kierownictwa PRL z przedstawicielami ZSRR niezbicie świadczą, że nie było żadnej groźby sowieckiej interwencji mimo, że jak wynika z tych rozmów, o taką interwencję usilnie zabiegał sam generał Jaruzelski. Stan wojenny był więc radykalnym rozwiązaniem zastosowanym w celu utrzymania władzy przez ówczesny PZPR-owski układ, tym bardziej, że jak wiadomo jego scenariusz powstał dużo wcześniej, zaraz po porozumieniach sierpniowych 1980.   

16 marca 2011 r., Trybunał Konstytucyjny orzekł, że dekret o stanie wojennym oraz  dekret o postępowaniach szczególnych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie obowiązywania stanu wojennego z 1981 r. złamały konstytucyjne prawo, a w opinii wielu historyków stan wojenny, był to zamach stanu.

 

 

 

 

Zwracamy się do Czytelników o podzielenie się wspomnieniami dotyczącymi życia mieszkańców w stanie wojennym. Na kontakt w tej sprawie czekają: Joanna Nowaczyk: asia.a66@wp.pl oraz Lucyna Jakś: lucyna_jaks@wp.pl.

Komentarze
Treść komentarza:
Podpis:
Dodaj komentarz
Wyszukiwarka
Powstańcy z Mosiny i okolic
Powstańcy z Mosiny i okolic
Partnerzy
40:1 - Bitwa pod Wizną
40:1 - Bitwa pod Wizną