25 stycznia 1945

 

JACEK SZESZUŁA

 

 

Niepostrzeżenie dla mieszkańców miasta, minęła 66 rocznica wyzwolenia Mosiny spod okupacji hitlerowskiej. Widocznym znakiem pamięci, było złożenie okolicznościowych wiązanek kwiatów we wtorek 25 stycznia, pod pomnikiem na mosińskim rynku. Wieloletnim inicjatorem tego przypomnienia był Kazimierz Dobry, prezes Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych. Przypomnijmy i my, co wydarzyło się 66 lat temu…

 

Mroźny styczeń 1945 roku był nadzieją dla mosinian. Polscy mieszkańcy liczyli dni do wolności patrząc, jak tabory niemieckie przejeżdżają przez Mosinę, kierując się na zachód. Do swoich ziomków dołączali miejscowi Niemcy. Około 20 stycznia, policja i administracja niemiecka na podwórzu magistrackim (obecny budynek UM) zaczęła palić akta. Wykorzystując zamieszanie, pracownicy magistratu St. Kołtoniak, Fr. Pikosz, M. Ptasik, A.Rychczyński i S. Woźniak ukryli i ocalili przed zniszczeniem różne dokumenty, w tym księgi stanu cywilnego. Na podstawiony wojskowy samochód ciężarowy, Niemcy ładowali wyposażenie magistratu. Kilka maszyn udało się ukryć. Jednocześnie pomiędzy 20 a 23 stycznia (sobota-wtorek), rozpoczęli przygotowania do obrony. Zakładali, że ewentualnie natarcie radzieckie będzie od strony Poznania. Zostały więc wykopany rów w rejonie dzisiejszej ul. Czarnokurz w kierunku toru kolejowego Poznań-Wrocław i po przeciwnej stronie – w kierunku Pożegowo. Ściągnięte ze Środy Wlkp. 2 kompanie Volsstrurmu pod dowództwem kpt. Sperlinga zajęły rejon obrony 24 stycznia (środa). Obsadzono również rejon wieży obserwacyjnej na Pożegowie (Glinianki).

Kpt. Sperling miał do dyspozycji 7 tankietek, które ciągle przemieszczały się, wywołując niepokój ludności. W międzyczasie…

Relacjonuje Kazimierz Dobry: „Moja siostra Wanda pracowała jako służąca i jednocześnie opiekunka dwóch córek żandarma niemieckiego Metznera, który mieszkał w budynku obecnego probostwa. Po 20 stycznia 1945 r. spakowali się i wyjechali. Wyjeżdżając przygrozili jej, że ma wszystkiego dobrze pilnować, bo oni jeszcze tu wrócą. 23 stycznia (wtorek), będąc u siostry, stojąc na schodach probostwa zauważyłem, że do wejścia bocznego kościoła od strony probostwa przyszedł żołnierz, otworzył kościół i wszedł do środka. Po chwili wyszedł, a z okien zaczął wydobywać się dym. Żołnierz kamieniami powybijał szyby, powodując rozprzestrzenianie się ognia. (Kościół podpalił Fritz Schike z Krosinka – przyp. autor). Od 1940 roku kościół był magazynem. Składowano tam m.in. kaszę, cukier, swetry, obuwie, kalesony, czapki, kurtki, koszule, nauszniki, materiały. Mieszkańcy, którzy przybyli do pożaru, korzystając z ogólnego zamieszania, starali się coś uratować dla siebie… . W tym samym czasie został wysadzony betonowy most na Kanale…”.

Relacjonuje Henryk Kołtoniak: „Za torem kolejowym po lewej stronie ul. Pożegowskiej, był magazyn różnego sprzętu. Pod gołym niebem stały maszyny do obróbki metalu, drewna, zwoje kabli i przewodów elektrycznych, osprzęt elektryczny, pojemniki z lepikiem, smoła, papa i inne. Niemcy to palili. Nie wszystko spłonęło. Później stanowiło to majątek miasta. Podobnemu zniszczeniu uległa część „Barwy”. … 23 stycznia (wtorek) wraz z moim ojcem Stanisławem i Feliksem Pikusem siedzieliśmy w piwnicy naszego domu. Czytaliśmy pisemne zarządzenie kpt. Sperlinga do burmistrza Graeberta. Fragment rozkazu zapamiętałem do dziś: …bei Annäherung des Feindes ist die gesamte Polniesche Berölkerung im Lager zu bewachen” (przy zbliżaniu się nieprzyjaciela, należy całą ludność polską trzymać pod strażą w obozie). Gdzie? Dlaczego? Co z nami zrobiliby?? Odważnym był woźny magistratu Fr. Pikosz, który to wykradł. Niestety, potem ten rozkaz spaliliśmy…”.

Również w nocy z 22/23 stycznia przygotowana została przez St. Kołtuniaka odezwa do mieszkańców miasta. W nocy z 24/25 stycznia (środa-czwartek) doszło do wymiany ognia w rejonie Niwki, gdzie znajdowali się po przeprawie przez Wartę (Puszczykowo i Czapury) Rosjanie. Rano po 6.00, po krótkiej kanonadzie, czerwonoarmiści przypuścili atak w kierunkach: Pożegowo-Osowa Góra i rynek, wzdłuż kanału. Volssturm uciekł, jednak nie wszyscy.

Relacjonuje K. Dobry: „Byłem na rynku, kiedy wjechał radziecki czołg z żołnierzami. Zatrzymał się na wysokości obecnego pomnika, zeskoczył z niego żołnierz z harmoszką i grał. To wojsko nie wyglądało zbyt okazale. Wiem, że kilku żołnierzy niemieckich zostało złapanych przez Rosjan. Zginęli w obozie majątku „Budzyń”.

Relacjonuje H. Kołtoniak: „Widziałem, jak czołg radziecki skręcając koło Roszczaków w kierunku na Budzyń, uszkodził betonowy słup ogłoszeniowy. Za nim jechał patrol na motocyklu z wózkiem. Pecha miał Niemiec, zarządca majątku w Słowińcu, który został przez motocyklistów zabrany. Widziałem go później w tłumie ludzi koło posesji Wł. Kleibra na Budzyniu, a potem jego zwłoki leżały na Czarnokurzu koło tzw. „Czerwonki”. Wojna była okrutna dla nas Polaków i chociażby dla tych, którzy zginęli w oborze na Budzyniu”. O 9.00 miasto było wolne, a o 10.00 Maciej Nowaczyk (za1 godzinę burmistrz), powitał w imieniu mieszkańców wojennego komendanta miasta – kpt. Mamonowa. W walce zginęło 9 Rosjan i 16 Niemców. Gdzie pochowano Niemców – jest to pytanie bez odpowiedzi. Rosjanie początkowo byli pochowani w lewym narożniku obecnego trawnika na rynku (patrząc na dojście do pomnika), następnie urządzono im kwaterę na miejscowym cmentarzu – po lewej stronie od wejścia. Stamtąd na początku lat 50. po ekshumacji przeniesiono ich szczątki na Cytadelę w Poznaniu. 25 stycznia 1945 r. rozpoczął się nowy etap w historii nowego miasta.

Fot. Z archiwum autora.         

Komentarze
Treść komentarza:
Podpis:
Dodaj komentarz
Wyszukiwarka
Generał Roman Abraham – portret dowódcy
Generał Roman Abraham – portret dowódcy
Partnerzy
Pamięci
Pamięci "Hubala"